Na pierwszy rzut oka nie bardzo się to klei. Te pierogi, pyzy i nóżki w galarecie. #WarszawaPowiśle to kolebka „hipsterstwa” w każdym możliwym sensie tego już dawno pozbawionego sensu słowa – zarówno w takim, jaki w głowie mają aspirujący do bycia fajnymi panowie z banku, panie z agencji reklamowych, wciskające chłopaka z longboardem do każdej możliwej reklamy, jak i rasowe mieszczuchy, które swoje ulubione miejsca wybierają niezależnie od tego, czy są one modne, czy niekoniecznie. Włodarze Powiśla z wszechobecnych burgerów wycofali się już dawno, wcześniej przez jakiś czas serwowali całkiem niezłą pizzę, teraz stawiają na kuchnię warszawską. Tradycyjną, prostą, w wersji raczej na szybko, ale zdecydowanie na poważnie. Autorem karty jest #TadeuszMüller (#Aioli, #MOMU), który do Powiśla wprowadził m.in. tymbaliki (galaretka drobiowa), sałatkę kartoflaną, pieczoną szynkę, pasztet i kluchy w postaci pierogów i pyz. W lepieniu pierogów pomaga zaprzyjaźniona babcia Basia, a dzieło jej wprawnych rąk zjeść można w tygodniu do północy, a w weekendy tak długo, jak długo czynne jest #WarszawaPowiśle. Po chwilowym zastanowieniu się i głębszym wgryzieniu stwierdzamy, że ta warszawska powiślańska kuchnia całkiem nam się podoba. Zwłaszcza że w stolicy jest wciąż bardziej egzotyczna nie tylko od burgerów, ale już nawet od topinambura.
#Sałatki
Pierwszy i najlepszy strzał. Spróbowaliśmy obu: z wędzoną makrelą, bobem, jabłkiem, ziemniakami (15 zł) oraz z serem koneckim, gotowanym jajkiem, burakiem i suszonymi morelami. Obie ze świeżym szpinakiem i koperkiem (12 zł). Obie pyszne. Zwłaszcza ta pasta z makreli! Świeże, chrupiące, dobrze dobrane składniki. Niby proste, ale nie wszystkim wychodzi. Im wyszło.

