Jest na każdym tygodniu mody, ale zamiast trendów wypatruje tam ludzi. Fotografuje gości pokazów, redaktorów, stylistów i modelki, pokazując ich autentyczność poza wybiegiem.
Krzysztof Kujawa: Twoje zdjęcia są bardzo „żywe” i naturalne – jak definiujesz dziś autentyczność w modzie ulicznej?
Asia Typek: Bycie autentycznym wiąże się z tym, że osoby, które fotografuję, uczestniczą w pokazach czy prezentacjach ze względu na wykonywaną przez siebie pracę. Są to ludzie ściśle związani z branżą mody – to nieodłączny element ich codzienności. Nie są to osoby, które pojawiają się na takich wydarzeniach jednorazowo czy okazjonalnie.
Czy streetwear nadal jest buntem, czy stał się już częścią mainstreamu?
Zdecydowanie stał się częścią mainstreamu i nie wyróżnia się już w szczególny sposób. Sama też nie poruszam się w środowiskach skupionych wokół streetwearu – nie jest to moja estetyka. Staram się selektywnie podchodzić do tego, co fotografuję, wybierając to, co jest ze mną spójne i autentycznie mnie interesuje.
Fotografujesz ludzi w ich własnym środowisku – co musi się wydarzyć, żebyś nacisnęła spust migawki?
O tym, co chcę uchwycić, decydują intuicja, moment oraz świadomość kadru. Pracuję bardzo instynktownie – jeśli czegoś nie czuję, wiem od razu, że nie będzie z tego dobrego zdjęcia.
Jak zmieniło się Twoje spojrzenie na modę uliczną od momentu, kiedy zaczynałaś?
Myślę, że nie zmieniło się ono diametralnie – od początku wiedziałam, co i jak chcę fotografować. Z czasem pojawiła się większa świadomość i selektywność, co wynika także ze zmian zachodzących w branży. Nadal jednak lubię ten pęd i obserwowanie, jak zmienia się zarówno moda, jak i środowisko, w którym pracuję.
W Twoich zdjęciach często ważniejszy od ubrań jest człowiek – czy moda to dla Ciebie tylko pretekst?
Cieszę się, że to jest widoczne. Najważniejszy pozostaje dla mnie człowiek – jego osobowość, charakter i świadomość tego, gdzie jest i co robi. Większość moich zdjęć przedstawia kobiety. Uwielbiam naturalność i bycie sobą, zwłaszcza w czasach, gdy w mediach społecznościowych dominuje przerysowany obraz rzeczywistości. Często fotografuję osoby, które nie są szeroko rozpoznawalne – nie kieruję się zasięgami. Od lat pracuję z tymi samymi ludźmi, dokumentując ich rozwój, styl oraz obecność w branży. To relacje budowane przez długi czas, a nie pojedyncze kadry.
Co lubisz robić poza pracą?
Moje życie prywatne w dużej mierze przenika się z pracą. Fotografia nadal jest moją pasją, podobnie jak podróże i poznawanie nowych ludzi oraz miejsc. Poza sezonem Fashion Weeków prowadzę raczej spokojny tryb życia, unikam rozrywkowego tempa. Po intensywnych miesiącach pracy potrzebuję wyciszenia i czasu tylko dla siebie.
Jaką rolę odgrywa intuicja w Twojej pracy, a jaką doświadczenie?
Myślę, że to podział pół na pół. Intuicja pozwala bawić się fotografią i łapać momenty, ale wiedza – nawet bardziej niż doświadczenie – jest kluczowa. Praca w modzie to nie tylko estetyka, ale też świadomość kontekstu: marek, nazwisk, relacji między osobami w branży. Myślę, że odbiorcy doceniają nie tylko mój styl, ale też wiedzę, którą zdobywałam przez lata.
Co jest dziś trudniejsze: zrobić dobre zdjęcie czy wyróżnić się w świecie pełnym obrazów?
To bardzo trudne pytanie. Dziś wszyscy jesteśmy fotografami – niezależnie od tego, czy używamy profesjonalnego sprzętu, czy telefonu. Wielu klientom wystarczy szybkie nagranie z wydarzenia, by natychmiast opublikować je w sieci. Ja staram się w tym nie uczestniczyć. Nie interesują mnie gwiazdy jako takie – ważniejsze jest dla mnie budowanie własnej estetyki i konsekwentne działanie, niezależnie od trendów.
Najważniejszy jest dla mnie człowiek – nie ubranie.
Czy Instagram pomógł street fashion, czy raczej go „ujednolicił”?
Kiedy zaczynałam w 2012 roku, Instagram rzeczywiście pomógł spopularyzować tę dziedzinę. Dziś jednak, w natłoku treści i dominacji algorytmów, znacznie trudniej jest nowym osobom przebić się i dotrzeć do odbiorców czy klientów.
Jak wygląda Twoja relacja z modą prywatnie – czy jesteś częścią tego świata, czy raczej jego obserwatorką?
Trudno nie być częścią tego świata, skoro spędzam w nim większość czasu. Mam jednak większy dystans – nie podążam ślepo za trendami i nie odczuwam potrzeby posiadania nowych rzeczy. Bardziej interesuje mnie obserwacja zmian – zarówno w modzie, jak i w zachowaniach ludzi.
Wiem, że – podobnie jak ja – uwielbiasz aktora Josha O’Connora, któremu robiłaś już zdjęcia. Kto jeszcze znajduje się na Twojej wymarzonej liście?
Uwielbiam go jako aktora, ale nie mam takiej „listy marzeń”. Fotografowałam wiele znanych osób, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Miałam okazję pracować m.in. z Emmą Stone przy kampanii dla Louis Vuitton czy fotografować Anję Rubik. Na koniec dnia najważniejsze jest dla mnie to, czy jestem zadowolona ze swojej pracy, a nie to, kogo mam przed obiektywem. Najbardziej cenię prawdziwość i naturalność – dlatego realizuję projekt, w którym dokumentuję kobiety w ich własnych przestrzeniach. To ogromny gest zaufania.
Kogo dziś trudniej sfotografować: kogoś naprawdę stylowego czy prawdziwego?
Myślę, że to w gruncie rzeczy to samo. Styl jest odzwierciedleniem osobowości – tego, kim jesteśmy i jak żyjemy.
Nie szukam idealnych stylizacji, ale momentów.
Czy są tematy lub estetyki, których jeszcze nie eksplorowałaś, a bardzo chcesz?
Oczywiście i powoli wchodzę w kolejny etap swojej drogi. Moje poczucie estetyki pozostaje takie samo, ale przenosi się na inne przestrzenie. Osoby, które śledzą mnie od dłuższego czasu, pewnie zauważą ten kierunek.
Co powiedziałabyś sobie na początku swojej drogi, patrząc z dzisiejszej perspektywy?
Rób dokładnie to, co robisz. To będzie długa droga, ale to właśnie ona ma największe znaczenie – nie cel. Najważniejszy jest rozwój i ciągłe odkrywanie nowych rzeczy. Fotografia powinna być też zabawą, przestrzenią do prób i błędów, a jeśli czegoś nie czujesz – nie rób tego. Zaufaj intuicji.



