Dzik Malina
Dzik w skansenie Do nowo otwartej knajpki z dziczyzną redakcja, jak mi się wydawało, wysłała mnie dlatego, że jem wszystko….
Dzik w skansenie Do nowo otwartej knajpki z dziczyzną redakcja, jak mi się wydawało, wysłała mnie dlatego, że jem wszystko….
Komplet Między Ustami Tapas & Craft Bartending to nowy lokal Marty Rut, współwłaścicielki Sto900, knajpki zamkniętej wraz ze zburzeniem (dokonującym…
Pierwsze plony Wykiełkowała jeszcze przed nadejściem wiosny. I to z ziarna rzuconego na niezbyt urodzajną ziemię. Plac Konfederacji na warszawskich…
Idąc do Ekspresu Powiśle liczyłem na kawiarnianą klasykę – wygodne fotele i atmosferę sprzyjającą czytaniu. U kresu ulicy Przemysłowej zastałem…
Pan flak W dzieciństwie jadło się je z blaszanych bud. Z obowiązkową prażoną cebulką i dużą ilością keczupu wyciskanego z…
Od kilku lat, gdy wyruszam do pracy z mojego mieszkania na Powiślu, czekam na autobus 180 pod UW. Codziennie z…
O My’o’tai Nowak piał: „Co tu dużo pieprzyć. Zamówiłem z karty wszystko i wszystko było zachwycające”. Nie ma więc co pieprzyć, trzeba iść i zamawiać w ciemno. Byle szybko, bo brak wentylacji w lokalu sprawia, że po trzech minutach czuję się jak spring-rolls i całą moją uwagę poświęcam zagadnieniu, czy rozebrać się ze swojego przesiąkniętego zapachem oleju płaszcza…
Tarte flambee, alzacki przysmak, to nic innego jak cienko rozwałkowane chlebowe ciasto posmarowane śmietaną i wypiekane w opalanym drewnem piecu. Prosta sprawa. Do tego tanie dodatki, tradycyjnie boczek i cebula, i danie gotowe. Flambeeria to pierwsza w Polsce restauracja, która serwuje alzacką tartę. W małym, przytulnym lokalu na Hożej dostaniemy ją zarówno w klasycznej wersji, jak i bardziej wymyślnej.
Kilka lat temu produkcja najtańszego auta na świecie została wstrzymana, ale pamięć o nim trwa, czego dowodem jest nowo otwarta knajpka na warszawskiej bliskiej Woli. Jej właściciele zabierają gości w podróż pod znakiem – używając terminu chorwackiej pisarki Dubravki Ugresić – jugo-nostalgii. Konsumpcja odbywa się tu więc w towarzystwie samego marszałka Tito, który czujnym okiem spogląda na gości z zawieszonego pod sufitem portretu.
Strefa mimo swojej elitarnej elegancji jest miejscem egalitarnym. Zarówno na poziomie wnętrza, jak i kubków smakowych.
Dostaję coś do picia i talerz słodkości, a w zamian przynoszę kilogram cukru, niepotrzebne krzesło albo wieszam obrazek na ścianie. Można się też dorzucić do skarbonki, albo po prostu się uśmiechnąć. Tak działa Miłość.
Zamieszanie to kolejny w Warszawie bar, który serwuje drinki. I znów raczej nie seksy i kamikadze, tylko własne kompozycje przygotowane na bazie (zaskok!) ekologicznych, świeżych i lokalnych produktów.