Co zrobić ze starej hydroforni pod twoim blokiem

Kiedyś niezbędne na każdym osiedlu, chociażby ze względów towarzyskich, dziś absolutnie zapomniane. Problemem blokowych hydroforni postanowiła zająć się para architektów. Razem stworzyli katalog 40 pomysłów, który w łatwy sposób pozwoli dać tym pomieszczeniom drugie życie.

Budynek jest niepozorny, wielkości trzypokojowego mieszkania. Płaski dach. Kilka tajemniczych schodków w dół, kilka w górę. Całość wysokości trzepaka, więc co odważniejsi mogą spróbować skakać z góry. Mało kto wie, jaka jest funkcja tej budowli, którą znajdziemy na co drugim blokowisku.

Osiedlowa baza

Kiedyś odpowiedzialne za pompowanie wody do najwyższych pięter bloku. Dziś kliniki weterynaryjne, małe biznesiki, a w większości pustostany, które w zależności od charakteru osiedla służą albo „rozwydrzonej młodzieży”, albo „hałaśliwym dzieciakom”. Hydrofornie. Zwykle jednak nie służą nikomu, bo młode pokolenie woli spędzać popołudnia przed komputerami i nie narażać się na komentarze sąsiadów.

Duong Vo Hong, architekt i jeden z pomysłodawców akcji mającej na celu rewitalizację hydroforni, wychował się na osiedlu na warszawskiej Woli, gdzie czas spędzało się głównie na betonowym dachu. – Budynek stał dosłownie przed moim blokiem. Nie widzieliśmy, co to właściwie jest, ale szybko założyliśmy tam naszą bazę. Bawiliśmy się tam, gadaliśmy godzinami i dorastaliśmy. Centralna lokalizacja, łatwy dostęp i możliwość obserwacji z góry praktycznie całego osiedla sprawiły, że było to idealne miejsce spotkań – opowiada Duong. I mogłoby nim zostać do dzisiaj, gdyby nie fakt, że wszyscy dorośli i trochę głupio siedzieć im na pustym, betonowym dachu. O hydroforniach jednak nie zapomnieli.

Hydrofornia

Przynajmniej Duong, który w międzyczasie został architektem i do osiedlowej bazy postanowił powrócić. Hydrofun – projekt zawierający 40 pomysłów na rewitalizację hydroforni narodził się w głowach Duong Vo Honga i Brygidy Zawadzkiej (oraz ich współpracowniczki – Katarzyny Korczak) trochę z sentymentu. A trochę z potrzeby zmiany oblicza blokowisk. – Dziś architekt to nie tylko specjalista i wizjoner, ale i miejski aktywista. Sam diagnozuje problemy dręczące miasta i próbuje je rozwiązać – tłumaczy Brygida. – Hydrofornie są naprawdę wszędzie, mijamy je codziennie, ale nie zauważamy. Drugi problem to zły wizerunek blokowisk. Zdajemy sobie sprawę, że kondycji budynków nie jesteśmy w stanie poprawić. Dlatego postanowiliśmy zająć się przestrzenią między nimi. Ulepszając ją, dajemy drugie życie podwórkom – dodaje Brygida.

Ogródek z widokiem

Pomysłów na to ulepszenie jest 40, ale architekci są otwarci na potrzeby mieszkańców. W katalogu znajdziemy chociażby projekt wspólnotowego ogródka warzywnego na dachu, skate parku i placu zabaw czy miejsca spotkań kulturalnych. Katalog zawiera pomysły zarówno na to, co może wydarzyć się na dachu, jak i w środku budynku, bo zwykle hydrofornia składa się z jednej, ok 60 metrowej przestrzeni.

hydrofun3

Projekty są tańsze i droższe. Łatwiejsze i trudniejsze w utrzymaniu. Wymagające zaangażowania mieszkańców, jak chociażby ogródek, który trzeba pielęgnować, albo zupełne samograje, jak plac zabaw. – Katalog pomysłów powstał na podstawie ankiet, rozmów z mieszkańcami i analizy przestrzeni publicznej. Pierwotna idea jest taka, że mieszkańcy zainspirowani elementami katalogu będą dodawać do niego własne pomysły. Tak stało się chociażby na warszawskim Słodowcu, gdzie wspólnota wpadła na pomysł stworzenia w hydroforni parkingu rowerowego – mówi Brygida. – Sami na to nie wpadliśmy, ale uważamy, że jest to absolutnie genialne – śmieje się Duong.

Hydrofun jako laureat konkursu „Praktyka” objęty jest patronatem fundacji Stefana Kuryłowicza. Fundacja pomaga też w realizacji projektu, bo – jak się okazuje – nie jest to wszystko takie proste. – Mieszkańcy zwykle reagują entuzjastycznie. Problemy zaczynają się, kiedy rozmawiamy o finansach – żali się Brygida. Do tej pory parze architektów udało się zgłosić projekt do budżetu partycypacyjnego na Słodowcu. Jest szansa, że w 2017 r. zostanie on zrealizowany. Architekci nie chcą jednak poprzestać na jednym osiedlu. Spotykają się więc ze wspólnotami, wysyłają projekty mieszkańcom i po cichu liczą, że uda im się wkrótce stworzyć „hydrometamorfozę”. Małą przeszkodą może być tylko fakt, że na co dzień mieszkają i pracują w Holandii. Cóż, nie samymi świetnymi projektami człowiek żyje.

Dodaj komentarz

-->