Gadżety, dzięki którym przetrwasz na każdym festiwalu i wakacyjnym wyjeździe

Zaczął się czerwiec, a my wielkimi krokami wchodzimy w sezon festiwalowy i wyjazdowy. Jak zawsze pojawiają się wątpliwości, co zabrać ze sobą na wyjazd, ile warstw ubrań i czy na pewno zapakować kalosze. No i co z gadżetami? Jeśli chodzi o te ostatnie, to akurat mamy kilka pomysłów – obojętnie, czy planujecie weekend na polu namiotowym, czy tydzień w luksusowym hotelu. 

Łączność na nadgarstku

– Idę po zapiekankę, będziecie w tym miejscu? – Tak tak, na stówę. – Ale na pewno, bo mam jeden procent baterii? – od tego dialogu mógłby rozpoczynać się film kina grozy, gdyby jego akcja rozgrywała się na festiwalu. Bo zwykle okazuje się, że tamten poszedł do toitoia, ta zapomniała, że przecież kocha ten kawałek, więc poleciała pod scenę, a tamci przenieśli się do strefy patronów, bo podobno można w niej dostać wyśmienitą watę cukrową (patrz strona 46). Wracasz więc na umówione miejsce z zapiekanką w dłoni i nie zastajesz znajomych. Żeby oszukać przeznaczenie, można zaopatrzyć się w zegarki z funkcją walkie-talkie, które pozwolą skontaktować się z wiecznie szukającą się ekipą festiwalowiczów.

Bomba energetyczna

Niby można przed festiwalem kupić sobie oldskulowy telefon za stówę, któremu starczy baterii na tydzień, ale kto wtedy nakręci za nas snapa z koncertu? Powerbank to już nie tyle fanaberia, co konieczność. Kluczowa sprawa – ten model ma konkretną pojemność, bo naładuje telefon nawet 5 razy, ale wciąż trzeba pamiętać o tym, żeby raz na jakiś czas podłączyć go do prądu. Dla tych, którzy cierpią na przypadłość chronicznie rozładowanego telefonu, bo zapominają podłączyć go przed snem do prądu, ładowanie powerbanka też może okazać się wyzwaniem nie do przeskoczenia.

Sofa do plecaka

Oglądanie koncertu i siedzenie na trawie jest naprawdę super, jeśli ziemia jest sucha, ciepła i porośnięta miękkim mchem, co na polskich festiwalach wydarzyło się ostatnio… no, nigdy się nie wydarzyło. W innych przypadkach (czyli zawsze) warto wspomóc się czymś, co sprawi, że będzie nam odrobinę wygodniej. Od niedawna prym w tej roli wiedzie worek, który napełnia się powietrzem – trzeba przebiec z nim kilka metrów pod wiatr, aż się wypełni, po czym szybko związać. Po skończonym koncercie wystarczy wypuścić powietrze i schować pufo-leżankę do torby.

Co do grosza

Maciek płacił za nocleg, Beata za benzynę, Mirek kupił bilety na festiwal, ale tylko dla siebie i dla Maćka – grupy powyżej pięciu osób powinny na festiwalach wozić ze sobą księgową z przydziału, która zadba o to, żeby wszystkie długi zostały jako tako uregulowane. Jej funkcję może też pełnić Splitwise, czyli appka, która podzieli wszystkie koszty wewnątrz grupy w najbardziej efektywny sposób. Kiedy płacisz w imieniu grupy, wpisujesz kwotę do aplikacji i zaznaczasz, kto uczestniczył w finansowej degrengoladzie. Po skończonym festiwalu aplikacja rozliczy wszystko w przejrzysty sposób. Jest nawet opcja ułatwiająca windykację, która pozwala wysyłać na telefon dłużnika notyfikacje dopominające się o kasę.

Powiew technologii

Kiedy autobus, który dowozi na teren festiwalu wlecze się, a klimatyzacja nie działa, mini-wiatrak, zasilany baterią smartfona może się okazać na wagę złota. Niektórzy powiedzą, że przesadzamy, dlatego doprecyzujmy: zaistniała scena ma miejsce w 30-stopniowym upale, a ty masz na sobie długie spodnie i kalosze, bo przecież na wieczór zapowiedzieli burzę. Wiatraczek zapobiegnie zagotowaniu.

Na ripicie

Bycie ekspertem na festiwalu to gwarancja uznania i szansa na fotel lidera w plebiscycie na najfajniejszego znajomego w grupie. Dlatego warto wziąć się zawczasu do roboty, bo (podobno) zajmując się daną dziedziną przez 10 tysięcy godzin, staniesz się w niej mistrzem. I chociaż nie zachęcamy do słuchania festiwalowych playlist na ripicie przez 10 tysięcy godzin, to solidna powtórka przed wizytą na tego typu imprezie w Krakowie, Gdyni czy Katowicach nie zaszkodzi. Pomóc w niej może przenośny głośnik Beoplay P6, który przyciąga oko i ucho – został zaprojektowany przez uznaną duńską projektantkę Cecilie Manz i gwarantuje 360-stopniowe rozproszenie dźwięku. Wystarczy połączyć z nim swój smartfon i katować festiwalowe refreny do woli.

Dodaj komentarz

-->