10 filmów na jesienne i zimowe wieczory

5. “Między słowami” = Sofia Coppola + Bill Murray + Scarlett Johansson. Coppola podobno stworzyła rolę podstarzałego playboya i zapomnianego aktora Boba Harrisa z myślą o Murrayu. Gdyby się nie zgodził, film by nie powstał. Jak to w filmach Sofii bywa, akcja toczy się powoli, a reżyserka rozkoszuje się każdą minutą. Główni bohaterowie znaleźli się na życiowym zakręcie. Zagubieni w wielkim i obcym dla nich mieście wpadają na siebie w hotelowym barze  i tak zaczyna się ich odyseja po Tokio. Razem spędzają czas, rozmawiając i poznając miasto, a każde z nich uczy się czegoś od drugiego. Poniżej dwie z wielu moich ulubionych scen z tego filmu, a w głowie wciąż pytanie, co Bob wyszeptał Charlotte na pożegnanie?

 

6. “Manhattan” był chyba drugim w kolejności filmem Woody’ego Allena, który zobaczyłam. Od tego momentu stał się on jednym z moich ulubionych reżyserów, a ja pokochałam Nowy Jork. C’est le cliché, ale nikt tak nie sportretował i nie ukochał sobie Nowego jak właśnie Allen. Poniżej scena otwierająca film z niezapomnianym monologiem głównego bohatera Isaaca Davisa, w którego rolę wcielił się nie kto inny jak sam Allen. Jak to zazwyczaj w jego filmach bywa mamy nieszczęśliwą miłość, byłą żonę na karku i słodko-gorzki humor. “He was as tough and romantic as the city he loved. (…) New York was his town, and it always would be.”

 

7. “Odlot” jak większość tych dobrych bajek animowanych wzrusza, bawi i zawiera w sobie ponadczasowe przesłanie skierowane zarówno do młodych jak i tych starszych widzów. Bohaterem filmu jest 70-letni Carl, który od najmłodszych lat marzył o dalekich podróżach. Już jako chłopczyk poznał wybrankę swojego serca, która podzielała jego pasje. Niestety wspólnie nie udało im się wyruszyć w podróż do Ameryki Południowej, bo Ela zmarła. Carl udowadnia jednak, że nigdy nie jest za późno, aby spełniać swoje marzenia. Zamienia więć swój dom w statek powietrzny i odlatuje. Przez przypadek zabiera też ze sobą ośmioletniego skauta. W powietrzu i na lądzie czeka na nich wiele przygód.

 

8. “Kochankowie z księżyca. Moonrise Kingdom” w reżyserii Wesa Andersona jak każdy z jego filmów jest trochę creepy. Za każdym razem udaje mu się też skompletować świetną obsadę z Billem Murrayem na czele. Tym razem w dość teatralnej scenerii poznajemy zakochanych w sobie skauta Sama i Suzy. Pewnego dnia młodzi, chcąc nacieszyć się swoją nastoletnią miłością i przeżyć przygodę życia, postanawiają podążyć dawnym szlakiem Indian plemienia Chickchaw. Rodzicie dziewczynki martwiąc się o nią, rozpoczynają poszukiwanie jej razem z kapitanem Sharpem i harcmistrzem Wardem.

 

9. O “Wszystko gra” mówi się, że to taki nieallenowski film. Coś w tym jest. To jeden z pierwszych filmów, w których nie gra Allen, a jego nową muzą stała się Scarlett. Mamy tutaj miłość, romans, zdradę, fascynację i zbrodnię. To rasowy thriller, który na długo pozostaje w pamięci. Do tej pory kiedy myślę o tym filmie, mam w głowie jego scenę końcową, która jest potwierdzeniem tytułu filmu. My widzowie wiemy jednak, że nie wszystko gra i jest w najlepszym porządku.

 

10. “Utalentowany Pan Ripley”. Oglądając ten film, zawsze wzdycham do Juda Law. Ten dramat ma w sobie niesamowitą energię, czego dowodem może być scena, w której panowie śpiewają w klubie jazzowym (link poniżej) i trzyma w napięciu do samego końca. Głównym bohaterem filmu jest Tom Ripley, który omyłkowo zostaje wzięty przez bogatego przemysłowca Herbert Greenleaf  za absolwenta Princeton i profesjonalnego pianistę. Tom nie tylko nie naprawia tej pomyłki, lecz także udaje, że doskonale zna jego syna Dicka. Herbert płaci Tomowi, aby ten sprowadził go z Włoch. Kiedy Ripley go poznaje, jest pod wrażeniem stylu życia jakie prowadzi. Z czasem przeradza się to w niezdrową fascynację.

 

 

Dodaj komentarz

-->