Wywiad: PRO8L3M

Gambit królewski

„Jak tworzyć, to historię, jak robić, to furorę”, rozpoczyna swoją zwrotkę Oskar w utworze „Ritz Carlton”, opartym na pociętym przez Steeza83 samplu z utworu Zdzisławy Sośnickiej. Co warszawski raper nawinął, współtworzonemu przez niego duetowi PRO8L3M udało się w niecałe dwa lata od powstania zrealizować z nawiązką. Laureat Nocnej Marki w kategorii Artysta Roku dowiódł, że w 2014 r. nieważne są kontrakty wytwórniami i dystrybutorami, ale pomysł, świeżość i spora dawka brawury.

Nie widziałem, byście na Facebooku namawiali ludzi do głosowania, a jednak wygraliście.

Steez83: Obyło się bez agitacji. Uznaliśmy, że tak będzie fair. I o ile nominacja nas zaskoczyła, o tyle zwycięstwo dużo mniej, bo Polska hip-hopem stoi. Mamy mocną publikę.

Mocną i aktywną.
S: Popularność mainstreamowych artystów jest w większości wypadków sztucznie pompowana – są pchani przez media głównego nurtu, promowani w radiu, w telewizji, w magazynach kolorowych. To są tacy artyści jak Doda, która niby jest megapopularna, wszyscy wiedzą, kim jest, a większość koncertów, które gra, to są wydarzenia za darmo, jakieś dni miasta. A hip-hop, choć jego fani są wszędzie, w mediach nie istnieje i rynek nie ma pojęcia o jego potencjale.

Oskar: Rap od zawsze był niszowy, nie promowała go telewizja, tylko robili to sami zaangażowani za pomocą narzędzi, które mieli. A jednym z tych narzędzi od dawna był internet. W ciągu ostatnich dziesięciu lat nastąpiła zmiana, internet stał się powszechny, ale wszyscy inni się spóźnili.

Hip-hop również zmienił się przez te lata. Po pierwszej fali zainteresowania przyszedł okres posuchy. Artyści radzili sobie z tym za pomocą mediów, które okazały się przyszłością całego rynku. Dzisiejsze drugie życie rapu wydaje mi się jednak gruntem dużo bardziej grząskim – twórców, którzy nie kłaniając się nikomu, osiągnęli bardzo wiele, kusi perspektywa dostania jeszcze więcej. Ceną tego jest często utrata niezależności.

O: Nie wiem, czy da się robić rap dla konkretnej grupy docelowej, w każdym razie ja tak nie potrafię. Kiedyś robiłem go dla młodszych osób, bo sam byłem młodszy. Robiliśmy to dla zajawki, spotykaliśmy się w weekendy, piliśmy wódkę i rymowaliśmy, nagrywaliśmy jakieś kawałki, potem ktoś je gubił i tyle. Nie chodziło o to, żeby je wydać, zwykle naszym celem było napisanie zwrotki w 15 minut, a potem nagranie jej w trzy.

S: Fajnie, że nadal docieramy do młodzieży, ale to już jest nuta, która swoją formą i treścią trafia częściej do starszego pokolenia. Ludzie mówią nam: „Stary, nie słucham hip-hopu od pięciu lat, ale to, co robicie, jest zajebiste”. Nagle okazuje się, że w jakiejś agencji reklamowej czy w środowisku hardcore’owym ziomale sztywniutko słuchają PRO8L3M-u.

Jakie były wasze założenia, gdy zaczęliście pracować w duecie?

S: Na rynku nie było niczego, co w pełni trafiałoby w nasze gusta. Usiedliśmy więc i zrobiliśmy muzykę dla siebie: „O, tak chcemy, żeby rap brzmiał”. Tak chce Oskar, żeby brzmiały jego wersy, tak ja chcę, żeby brzmiały moje bity. I wyszło. Trochę żeśmy czasu i pieniędzy w to włożyli, dlatego nasza debiutancka EP-ka nazywa się „C30-C39”, to jest gambit królewski: tracisz coś, ryzykujesz, żeby zyskać przewagę.

PRO8L3M to jednak nie tylko wersy i bity. Macie bardzo spójną oprawę graficzną, klipy, cały etos niepokazywania twarzy.

S: To wszystko jest robione kompleksowo, ale to nie jest tak, że tutaj siedzi wielkie biuro i nad tym czuwa. Robimy to sobie sami z ziomalami. Kuba robi nam klipy, a Bartold odpowiada za grafikę, choć o okładkę ostatniego mixtape’u poprosiliśmy Fuziego z Francji. PRO8L3M to Oskar i ja, więc nad większością kwestii siedzimy razem. Założyliśmy sobie np., że będziemy anonimowi, ale nie chodzi tu o jakąś wydumaną filozofię. Te rzeczy, które są w naszych kawałkach opowiedziane, my przeżyliśmy. Nie najlepszym pomysłem jest świecenie ryjem, gdy wspomina się te historie.

Stąd też wybór podziemnego modelu wydawania i dystrybuowania płyt?

O:
EP-ka została wydana w podziemiu, bo tak chcieliśmy, a mixtape’u… nie mogliśmy wydać legalnie z powodów oczywistych dla każdego, kto go słyszał.

S: Wydaje mi się, że niezależność jest naszą siłą. Bardzo szanuję polską scenę hiphopową, ale uważam, że PRO8L3M jest na tyle odmienną rzeczą, że trudno byłoby mi się odnaleźć pod egidą jakiegoś labelu. To samo tyczy się np. teledysków – po pierwsze nie ma w nich nas, a po drugie nie ma w nich nas w ciuchach z jakimś logo na klacie. Jebać to. Wykładamy na to własne pieniądze i nie będziemy się wiązać z jakąś bezideową marką sprzedającą dzieciakom swoją nową bluzę z kapturem.

Na przekór trendom poszliście też w kwestiach politycznych. Podczas gdy duża część sceny zdaje się wierzyć w to, że prawica – gdy obejmie rządy – zmieni nasze życie w sielankę, wam daleko do opowiadania się po którejś ze stron. ..

Cały wywiad możecie przeczytać w wersji online: tu!

325 komentarzy

Dodaj komentarz

-->