Miłość usidla – nietypowa agencja matrymonialna

Jest brodaty i wytatuowany, ale może też być czułym okularnikiem. Czasem jest szarmancki, a czasem potrafi być zimnym draniem. Bywa też kobietą, choć tego pewnie trochę się wstydzi. Dobrze się kamufluje, więc trzeba być czujnym. Na imię ma Roman, na nazwisko Sidło. W życiu chodzi mu tylko o jedno.

O miłość. Co więcej, jest gotów obdarować nią każdego chętnego. Brzmi jak bajka? Bo ta historia jest trochę jak z bajki o dziewczynie o wielkim sercu i jej samotnych przyjaciołach. Historia zaczyna się za siedmioma lasami i kilkoma granicami, czyli we Włoszech. To podczas zimowego weekendu w jednym z uroczych włoskich miasteczek Marysia Bocheńska zaprosiła swojego chłopaka do gry. Dość perwersyjnej gry, którą można by nazwać „nie do pary”. Zasady były proste. Postanowili sparować swoich samotnych przyjaciół. Zawsze jednak coś im nie grało. Niby wszyscy są fajni i ciekawi, ale jedno bardziej morze, drugie góry, jedno sztuka, drugie kariera. Wszyscy nie do pary, choć robią wszystko, żeby tę parę znaleźć. – Wtedy, podczas tego spaceru, pierwszy raz pomyślałam, że muszę coś zrobić, żeby pomóc im znaleźć miłość – mówi Marysia. Początkowo myślała o kolejnym portalu randkowym, ale szybko się zorientowała, że internet to nie jest dobra przestrzeń dla uczuć. Zbyt anonimowa, za bezpieczna i trochę też ograna. Wbrew trendom i tendencjom postanowiła więc założyć agencję matrymonialną. Taką dla fajnych ludzi, którzy niczego się nie boją.

Kwestia gry
– Długo miałam problem ze znalezieniem nazwy. Chciałam, żeby to było coś przewrotnego. Niekojarzącego się bezpośrednio z miłością. Wtedy przypomniał mi się Roman. W liceum z przyjaciółką żartowałyśmy, że jak poznamy chłopaka o nazwisku Sidło, to synka nazwiemy Roman. Tak się narodziło Roman Sidło, miejsce, w którym można znaleźć miłość, przyjaciela albo po prostu spotkać innych ludzi – tłumaczy Marysia. Bo z miłością, jak wiadomo, różnie bywa. Nie zawsze jest od pierwszego wejrzenia, ale zawsze warto dać jej szansę. Marysia dała ją portalowi Gumtree, bo to tam umieściła ogłoszenie o poszukiwaniu samotnych serc. Powstały też ulotki i plakaty, które rozłożyła z przyjaciółką na krakowskim Kazimierzu. To tam, w małej księgarni, rozgrywa się cała akcja. Wymieniane są długie spojrzenia i przelotne uśmiechy. Zanim jednak doszło do spotkania, były maile i zgłoszenia. Różnej treści. – W większości pisali do mnie młodzi ludzie, ale zdarzyły się też panie po sześćdziesiątce. Jak widać, zawsze jest czas na miłość. Był też chłopak, który szukał dziewczyny grającej w konkretną grę komputerową. Nie mogłam mu tego zagwarantować, ale i tak przyszedł na spotkanie – opowiada. Pierwsze odbyło się niespełna miesiąc temu i zaskoczyło wszystkich…

Cały tekst przeczytasz w wersji online: tu!

Dodaj komentarz

-->