Praca przyszłości – Marek Szymaniak opowiada o mechanizmach, które opisuje w swojej książce

Nowe technologie miały ułatwiać życie, dawać więcej czasu i zdejmować z ludzi najbardziej żmudne obowiązki. Często dzieje się odwrotnie: pracownicy są kontrolowani bardziej niż kiedykolwiek, dzieci stają się materiałem do monetyzacji, a internetowy sukces okazuje się obietnicą dla nielicznych. Marek Szymaniak opowiada o mechanizmach, które opisuje w „Młócce. Reportażach o pracy przyszłości”.

 

Aleksandra Pakieła: Jak wyobrażałeś sobie kilkanaście lat temu pracę przyszłości?

Marek Szymaniak: Pewnie dość podobnie jak wiele osób: bardziej technologicznie, wygodniej, może nawet trochę lżej. Myślałem raczej o ułatwieniu życia niż o większej kontroli. Nie zakładałem, że tak ważnym tematem staną się nadzór, algorytmy, rozbijanie wspólnoty między pracownikami czy to, że technologia zamiast dawać więcej swobody, w wielu branżach po prostu dokręci śrubę.

Czyli nie latające samochody, tylko bardziej wszechobecna inwigilacja?

Trochę tak. Kiedyś myśleliśmy o przyszłości przez pryzmat gadżetów, a dziś widać ją raczej z perspektywy optymalizacji i kontroli. W pracy biurowej łatwo zainstalować program, który mierzy aktywność, ruch myszki, czas spędzony przy komputerze. W pracy platformowej aplikacja mówi ci, kiedy najbardziej opłaca się jeździć i jak masz funkcjonować. U kierowców tirów kontrolowane są rzeczy, które kiedyś nie przyszłyby nam do głowy: sposób hamowania, przyspieszania, czas odpoczynku. To już nie jest tylko technologia jako wsparcie, ale jako narzędzie dyscyplinowania.

Czy ta kontrola dotyczy już tylko produktywności, czy wchodzi też głębiej?

Kiedy pracujesz na firmowych komunikatorach, pojawia się pytanie, czy pracodawca ma dostęp do prywatnych wiadomości, a jeśli nie, to czy działają filtry wyłapujące określone słowa. Wystarczy już samo to, że ludzie zaczynają się zastanawiać, czy ktoś ich monitoruje, żeby zniechęcić ich do rozmowy i zniszczyć zaufanie, a przecież właśnie z takich rozmów rodzi się wspólnota i opór.

W „Młócce” mocno wybrzmiewa też samotność.

Kontrola nie tylko mierzy i rozlicza z pracy, ale też rozbija relacje. Kiedyś kierowcy tirów spotykali się, mogli pogadać, ponarzekać, wymienić się doświadczeniami. Dziś ta samotność jest większa. Jeśli już wiesz, że nie masz z kim porozmawiać, nie wychodzisz z kabiny, tylko siedzisz, scrollujesz, oglądasz coś, śpisz i jedziesz dalej. Podobnie jest z kurierami czy kierowcami aplikacyjnymi – obiecuje im się elastyczność, ale tak naprawdę ich szefem jest aplikacja. Nie pracują wtedy, kiedy chcą, tylko wtedy, kiedy systemowi się to opłaca.

Piszesz też o influencerach, dzieciach w internecie i sharentingu. Z jakimi zagrożeniami wiąże się przymuszanie dzieci do pracy?

Kiedy dorośli sprzedają swoją prywatność, to jest ich wybór, ale kiedy walutą staje się prywatność dziecka, zaczyna się coś bardzo niepokojącego. Dla „Spiders Web” zrobiłem materiał wcieleniowy „Rodzinka w barterze”: napisałem, że szukam rodziców, którzy za sprzęt elektroniczny zrobią zdjęcie dziecku z tabletem i umieszczą je w social mediach. Warunkiem było to, by dziecko nie miało więcej niż dwa lata. Byłem w szoku, jak wielu rodziców bardzo chętnie się zgłosiło. To pokazuje, jak silna jest pokusa wejścia w ten system. Bardzo łatwo przejść od myślenia, że robi się coś dla dobra dziecka, do zwyczajnej eksploatacji.

I od zabawy do pracy?

Jeśli dziecko uczestniczy w nagrywaniu rolek, robieniu zdjęć, bierze udział w kampaniach, a z tego płyną pieniądze, to jest to praca, tyle że zupełnie nieuregulowana – bez gwarancji wynagrodzenia, prawa do odpoczynku, bez jasnych zasad i bez możliwości realnej odmowy. A kiedy szefem jest rodzic, to jak kilkuletnie dziecko ma odmówić? Najczęściej dopiero, kiedy robi się starsze, zaczyna odczuwać drugą stronę tej popularności: ocenę, presję, wyśmiewanie, przemoc internetową.

MIAŁA BYĆ WYGODNIEJSZA, A CZĘSTO OKAZUJE SIĘ PO PROSTU BARDZIEJ KONTROLOWANA I POGŁĘBIAJĄCA SAMOTNOŚĆ.

Ważnym tematem „Młócki” jest też sztuczna inteligencja. Nie pokazujesz jednak AI wyłącznie w czarnych barwach.

Bo nie wszystko jest tu czarno-białe. Jeśli narzędzie AI zabiera mi najbardziej żmudną, odtwórczą część pracy, na przykład spisywanie wywiadu, to bardzo dobrze. Wolę ten czas poświęcić na research, kolejną rozmowę, dopracowanie tekstu. Problem zaczyna się wtedy, gdy korzysta się z tych narzędzi bezrefleksyjnie. One potrafią zmyślać badania, ekspertów, źródła, a jeśli ktoś tego nie sprawdzi, to po prostu powiela fałsz.

Bardziej niż samego AI boisz się lenistwa systemu?

I tego, że wiele branż będzie chciało użyć tych narzędzi nie po to, żeby ludzi odciążyć, ale żeby ich zastąpić, przyspieszyć i spłaszczyć jakość. To już widać w mediach, w tłumaczeniach, w contentowej papce, którą dostajemy codziennie. Nie chodzi o to, żeby zakazać narzędzi, ale żeby nie udawać, że one same z siebie produkują wartość.

Czy ta książka nie była ryzykowna? Pisząc o pracy przyszłości, musiałeś mieć świadomość, że część rzeczy zdezaktualizuje się jeszcze przed premierą.

To było jedno z największych wyzwań. W pewnym momencie zrozumiałem, że trzeba odejść od szczegółu i próbować złapać szerszy trend, bo detale za chwilę się zmienią, ale mechanizmy mogą zostać. Umowę na książkę podpisałem, jeszcze zanim pojawił się ChatGPT. Pisałem już o platformach, nadzorze, technologii, ale nagle weszło narzędzie, które każdy może dotknąć i od razu zobaczyć, jak zmienia pracę. To wywróciło stolik. Dlatego bardzo chciałbym, żeby książka była czytana nie jako katalog technologicznych nowinek, tylko jako próba opisania tego, co dzieje się z pracą, kiedy coraz mniej w niej człowieka, a coraz więcej systemu i kontroli.

 

Marek Szymaniak – dziennikarz i reporter, twórca podcastu „Pracownia” poświęconego tematyce pracy. Jego druga książka „Zapaść” została nominowana do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego oraz do Nagrody Grand Press w kategorii reporterskiej książki roku. W 2026 roku ukazała się jego najnowsza publikacja – „Młócka. Reportaże o pracy przyszłości”.

-->