Polskie Debiuty 2014 Studio Munka
Krótki metraż to trudna forma. Trzeba opowieść skondensować, nie trwonić minut na zbędne wątki, a jednocześnie tak rozłożyć akcenty, by…
Krótki metraż to trudna forma. Trzeba opowieść skondensować, nie trwonić minut na zbędne wątki, a jednocześnie tak rozłożyć akcenty, by…
Wakacje. Czas ruszać w świat. Choćby tylko palcem po mapie i pinezką po globusie. Zaprojektowany przez niejaką Chiaki Kawakami korkowy…
Ach ten Aktivist. Otwieracie nasz magazyn, aby poczytać o filmach, a tam skandynawskie dramaty o kazirodztwie, filmy kręcone przez 12 lat i takie, gdzie ludzie chodzą w wielkich maskach.
Łazienki Królewskie o zmierzchu, panorama Warszawy rozciągająca się u podnóża Agrykoli, nadwiślański bulwar przed sezonem imprezowym; miejsca na mapie stolicy, a jednocześnie pewien specyficzny stan umysłu. Przesączone dawną i wczorajszą historią pustka i spokój.
Instant classic, chciałoby się rzec. Jedna z głośniejszych premier ostatnich miesięcy w światku science fiction skłoni do refleksji i zażartych dyskusji fanów gatunku, ale – na co liczę – ma też szansę zaistnieć w świadomości odbiorców innej literatury
Xavier Dolan zmienił nie tylko fryzurę. W swoim czwartym filmie po raz pierwszy sięgnął też po cudzy tekst – popularną sztukę teatralną Michela Marca Boucharda „Tom à la Ferme”
Bohren und der Club of Gore od dwóch dekad uprawiają swoistą odmianę soudtrackowego slow-motion-noir-jazzu.
W połowie lat 90. trzeba było mieć gitarowe struny zamiast nerwów i serce bijące w takt solówek, żeby nie zakochać się w hip-hopie. Gdy Nowy Jork tłoczył w żyły słuchaczy równie surową, co energetyczną mieszankę twardych bębnów, ciętych sampli i mikrofonowej ekwilibrystyki, polska scena dopiero powstawała.
Jak napisać o Becku bez wspominania o „Loser”? Trochę trudno. W końcu to hymn pokolenia domorosłych grandżówek lat 90. Po tym sukcesie Beck dojrzewał wraz ze swoimi fanami, zmieniając ramy gatunkoweza każdym razem, gdy zaczynały one go ograniczać
#Seks jest przereklamowany. Autorem tego stwierdzenia mógłby być tytułowy bohater filmu Josepha Gordona-Levitta, w którego reżyser sam się zresztą wcielił. #DonJon stosunki seksualne odbył już chyba we wszelkich możliwych konfiguracjach. Rzadko wraca z imprezy samotnie, chętnych na jego pościel nie brakuje, z czego bohater ochoczo korzysta. Podobno ćwiczenia czynią mistrza, ale w przypadku #Jona ilość nie chce przełożyć się na jakość.
#DoktorSen to jedna z tych powieści, które jako kontynuacje automatycznie tracą na wartości. Nie można odmówić Królowi świetnego pióra i tego, że napisał interesującą historię, ale przez cały czas miałem poczucie, że czegoś tu brakuje – a brakowało wyłącznie tego uczucia, które towarzyszyło mi podczas czytania pierwszej części książki.
Wystarczy pierwsza kilkunastominutowa sekwencja naprawy teleskopu Hubble’a, mająca w sobie wiele z baletowego wdzięku, by wiedzieć, że i tym razem Cuarón zaserwuje coś więcej aniżeli zwykły kosmiczny thriller. Paradoksalnie nie przeszkodzi w tym ani #GeorgeClooney (tu obawy były mniejsze), ani #SandraBullock (tu zdecydowanie większe).