Don Jon
reż. Joseph Gordon-Levitt
USA 20143, 90 min
Bestfilm, 15 listopada
A! A! A! A!
#Seks jest przereklamowany. Autorem tego stwierdzenia mógłby być tytułowy bohater filmu Josepha Gordona-Levitta, w którego reżyser sam się zresztą wcielił. #DonJon stosunki seksualne odbył już chyba we wszelkich możliwych konfiguracjach. Rzadko wraca z imprezy samotnie, chętnych na jego pościel nie brakuje, z czego bohater ochoczo korzysta. Podobno ćwiczenia czynią mistrza, ale w przypadku #Jona ilość nie chce przełożyć się na jakość. Bo przecież #seks może być jeszcze fajniejszy i przyjemniejszy. Skąd hedonista o tym wie? Z pornosów w internecie.
#Gordon-Levitt rozpala do czerwoności zmysły swojego bohatera, stawiając na jego drodze Barbarę – kobietę idealną w ciele #ScarlettJohansson. Sztuczność tej doskonałej pary razi w oczy nie tylko ze względu na tony kosmetyków na ciele jej i jego. Za każdym razem, kiedy występują razem przed kamerą, są tak obrzydliwie słodcy, że mogliby doprowadzić do wymiotów nawet wielbicieli rom-comów. #Gordon-Levitt prezentuje obrazy znane z komedii romantycznych, od których uzależniona jest Barbara. Kobieta za wszelką cenę próbuje przenieść do realnego świata życie podejrzane w tego typu produkcjach, ale podobnie jak zwiedziony pornograficzną ułudą #Jon musi ponieść fiasko.
Spostrzeżenia reżysera trafiają w punkt, ale jego filmu nie przygniata ciężar społecznego zaangażowania, w czym zasługa dobrze dobranej formy. #DonJon stawia niewygodne pytania o zatracenie w sztuczności, aktualne chyba pod każdą szerokością geograficzną, ale robi to w taki sposób, by nie zdołować szukającego na nie odpowiedzi widza. Raz podśmiewając się ze swoich bohaterów, innym zaś razem pochylając nad nimi, Gordon-Levitt daje się poznać jako twórca wyrozumiały dla ludzkich słabości, co zresztą odróżnia go choćby od kościelnych bonzów obśmianych w filmie.
