Kolejny dzień minął pod znakiem emocji zupełnie innego sortu. Znaleźliśmy się bowiem w Sali Koncertowej Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego by w ramach obchodów Światowego Dnia Jazzu wysłuchać wspólnego występu Zbigniewa Wodeckiego przy akompaniamencie szaleńców z Mitch & Mitch oraz orkiestry Polskiego Radia. Ten projekt (w okrojonej wersji, bez tak okazałej sekcji smyczkowej) mogliśmy w zeszłym roku podziwiać na katowickim Off Festivalu. Tym razem jednak sceneria wydawała się dużo bardziej adekwatna. Wystawna, godna występów najznamienitszych ikon muzyki poważnej, sala wydawała się bardziej odpowiednia niż klepisko przy Dolinie Trzech Stawów. W wystawnych fotelach umościli się tego wieczoru zarówno głodni wrażeń, wzorowo wystrojeni melomani jak i zachęceni festiwalowym występem hipsterzy, a cały występ, swoim frywolnym charakter skutecznie połączył obie grupy. Podobnie jak poprzednio big band wykonał repertuar z debiutanckiego longplaya Wodeckiego – zaginionej perełki polskiej fonografii, inkorporującej południowoamerykańskie, ciepłe, sambowe rytmy z piosenkową lekkością klasyków pokroju Bucharacha. Rozczulająca naiwność i retro-urok tekstów piosenkarza skontrowana przez jajcarskie, ale jak najbardziej utrzymane w dobrym tonie, podejście Mitchów wykreowały unikalną, niezwykle przyjemną atmosferę. Macio Moretti razem z ekipą wyciągnęli z piosenek Wodeckiego wszystko co najlepsze, z powrotem oddając go światu, rehabilitując oraz wyzwalając spod jarzma „Chałup” i „Pszczółki Maji” i przypominając dzięki temu, że Pan Zbigniew jest artystą z krwi i kości. Niepowtarzalne, pokrzepiające przeżycie.
