Bardzo długi weekend: Cult of Luna, Wodecki + Mitch & Mitch, The Thing

Dni okalające długi weekend obfitowały w mnóstwo muzycznych przeżyć, więc postanowiliśmy zebrać do kupy najbardziej ekscytujące momenty z ostatniego tygodnia w formie jednej relacji.

Koncertowe wakacje rozpoczął koncert #CultOfLuna w Proximie. Przed Szwedami zaprezentowali się blackmetalowcy z #GodSeed – formacji założonej przez muzyków Gorgorotha, mistrzów kontrowersji: Gaahla i #KingovHell. Ich występ od początku był niebywale intrygujący, nie tylko ze względu na nieco awangardowy, wręcz progresywny charakter ich muzyki, ale i hipnotyzujące misterium odprawiane przez lidera. Muzycy po każdym numerze wystawiał „różki” z lubieżnymi uśmiechami na twarzach, co potęgowało mrok zawarty w ich utworach. Te sztuczki wystarczyły jednak na pierwsze pół godziny, ponieważ w swojej drugiej połowie koncert stał się do cna przewidywalny, zarówno od strony widowiskowej jak i muzycznej. Norwegom udało się jednak skutecznie podnieść temperaturę przed występem głównej gwiazdy wieczoru. W przerwie pomiędzy koncertami z głośników wybrzmiało „Another Green World” Briana Eno nadając ciekawego kontekstu i przygotowując publikę na mocny, stylistyczny zwrot akcji. Post-metalowy septet wytoczył się na scenę z lekkim opóźnieniem i od pierwszych dźwięków zadbał o wprowadzenie odbiorców w odpowiedni nastrój.

Mroczne syntezatorowe plamy i zgrzytliwe gitary objawiły swoją potęgę w pełni. Hipnotyzujące połączenie post-rocka, shoegaze’u, hardcore’u z metalowymi środkami wyrazu po raz kolejny okazało się strzałem w dziesiątkę i przełożyło się na prawdziwą sceniczną magię. Pogrążony w kłębach dymu zespół sprawiał wrażenie cieni grających na instrumentach i mimo zerowego kontaktu z publicznością (poza zdawkowymi, ale serdecznym pożegnaniem) skuteczne przykuł uwagę wszystkich zgromadzonych swoim hipnotyzującym, ale równocześnie niezwykle nasyconym emocjami, brzmieniem. Szwedzi przejechali przez swój cały imponujący katalog, łącząc ze sobą inspirowane post-hardcorem monolityczne hymny, sludge’owe, psychodeliczne jazdy, inspirowany shoegazem post-rock czy nawet mroczne, ale zupełnie wyzbyte kiczu, ballady. Nie ma chyba na świecie zespołu, który w czasie jednego koncertu jest w stanie przywodzić na myśl #Neurosis, #Slowdive, #Coil i Bohren und der Club of Gore, nie zatracając przy tym głębokiego, emocjonalnego przekazu i dając do tego zwyczajnie fenomenalne występy. Owacje należą się też specjaliście od oświetlenia, który dzięki swojej bezbłędnej reżyserii zasługuje na tytuł ósmego członka zespołu.

 

Dodaj komentarz

-->