Bardzo długi weekend: Cult of Luna, Wodecki + Mitch & Mitch, The Thing

Po trzydniowej przerwie na wylegiwanie się w domowych pieleszach, wróciliśmy do koncertowego maratonu, tym razem wchodząc w progi Pardon To Tu. Właśnie tam dwudniową rezydencję rozpoczęło trio The Thing – wspólny projekt najważniejszych nazwisk współczesnego jazzu w składzie: Matts Gustafsson (saksofony), Paal Nilssen-Love (perkusja) oraz Ingebrigt Håker Flaten (kontrabas/gitara basowa). Występ wszechmocnego zespołu poprzedziły sety Håker-Flatena, a następnie Nilssena-Love z gościnnym udziałem polskich muzyków. Długo musielibyśmy się rozpisywać by oddać sprawiedliwość obu występom, ale niestety w obydwu przypadkach panowie nie zdobyli się na nic więcej ponad kopiowanie free-jazzowych, przemaglowanych na wszelkie strony wzorców. Sytuacja zmieniła się jednak radykalnie w momencie gdy na scenie pojawiło się The Thing w pełnym składzie. Nilssen-Love przez godzinę miotał gromami zza swojego zestawu, Håker-Flaten pod przykrywką basu używał motu pneumatycznego, a Gustafsson co rusz za pomocą swoich saksofonowych motywów wjeżdżał rozpędzonym autobusem w publikę. Ta przyjęła te „tortury” z masochistycznym uwielbieniem, nagradzając sympatycznych Skandynawów niecichnącym aplauzem i wymuszając dwa bisy. Panowie płynnie przechodzili z free-jazzowych abstrakcyjnych medytacji wprost do regularnych, piosenkowych niemal form zorientowanych brzmieniowo w okół, o zgrozo, etno-punk rocka pokroju Kultu. Skutecznie przymrużenie oka (które od niektórych wymagało użycia taśmy klejącej) i luźna atmosfera wykreowana przez samych muzyków w intermisjach między poszczególnymi utworami, pozwoliły nam olać te niebezpieczne skojarzenia i pogrążyć się w potężnym oraz do cna wciągającym brzmieniu tria. Idealne zwieńczenie bogatego we wrażenia tygodnia.

Dodaj komentarz

-->