W czasie gdy klerycy rozmieszczali w bocznych nawach żłóbki i zwierzątka, Angel Haze, świeżo upieczona rapowa gwiazdka, również postanowiła wystawić szopkę.
#AngelHaze
#DirtyGold
Island/Republic
A!A!
Na scenie Amerykanka pojawiła się (z hukiem) w 2012 r., podpisała kontrakt z majorsem i spektakularnie pokłóciła się z Azealią Banks. Jej debiutancki album był jedną z najbardziej wyczekiwanych płyt 2013 r., ale wytwórnia, z którą wiąże ją cyrograf, przesunęła datę premiery na 2014. Równie wyszczekana, co rezolutna wokalistka postanowiła więc wziąć sprawy w swoje ręce i – wzorem Death Grips – udostępniła skończony krążek na Soundcloudzie. Dorobiła oczywiście do tego narodowowyzwoleńczą ideologię, opisała wszystko w niewybrednych słowach na Twitterze i opowiedziała w filmiku.
Co jest jednak dobre dla nie lada wkurwionego, punkhopowego tria z Sacramento, niekoniecznie przysłuży się Andżelice. Ta bowiem, sądząc po zawartości „Dirty Gold”, ma zamiar stawać w szranki nie z tuzami podziemia, ale z #NickiMinaj i Eminemem, którym chciałaby wyrwać spod stóp jak największy kawałek czerwonego dywanu. I nie ma w tym właściwie nic dziwnego, skoro wśród współpracowników Angel znaleźli się znany z płyt #Coldplay #MarkusDravs i odpowiedzialna za chwytliwość singli Rihanny czy Davida Guetty #SiaFurler.
Co zaskakujące, na tle tych dyskotekowych przygrywek 22-letnia #Haze nawija o problemach, z którymi nawet bohaterowie „Trudnych spraw” mierzą się nieczęsto. Walka o rapową koronę przeplata się więc z próbami samobójczymi, rozterki ubraniowe z dylematami religijnymi, a damsko-męskie przepychanki z naznaczoną bliznami po sznytach relacją z matką. Samo życie. Tyle że wrażenie robi mniejsze, kiedy w tle pobrzmiewają manieczki.
