Rosja na pięć. Filmowe odkrycia Sputnika

W czwartek w Warszawie po raz dziewiąty ląduje Sputnik – Festiwal Filmów Rosyjskich. Rosyjskiego kina nie trzeba się bać, o czym od lat przekonuje listopadowy kulturalny desant Sputnika. Dzięki festiwalowi od prawie dekady możemy odkrywać na nowo kolejnych radzieckich klasyków oraz poznawać młodych rosyjskich twórców – Jurija Bykowa, Aleksieja Zwiagincewa, Iwana I. Twierdowskiego czy Annę Melikian. Oto pięć filmów, które warto mięć w tym roku na oku.

„Anioły rewolucji”
reż. Aleksiej Fiedorczenko

Fiedorczenkę możecie pamiętać z „Niebieskich żon łąkowych Maryjczyków” i „Pierwszych na Księżycu” – świetnego mockumentu o rosyjskich pionierach podbijających kosmos i demaskujących „imperialistyczne kłamstwa”. Reżyser – jeden z najbardziej twórczych i poszukujących autorów zza wschodniej granicy – od lat portretuje na taśmie filmowej ginące tradycje ludów Syberii. Ale „Anioły rewolucji” nie mają nic wspólnego z etnograficzną pocztówką z odległego świata. Historia zetknięcia Chantów, od wieków żyjących według ustalonych zasad, z radzieckimi ideologami jest dla Fiedorczenki okazją do złożenia hołdu prekursorami kina i eksperymentowania z formą filmową. W czasem śmiesznych, czasem strasznych anegdotycznych scenkach odbija się niezwykła wyobraźnia takich klasyków jak Eisenstein, Mayerhold i Malewicz. Są tu epizody inspirowane kinem niemym, są latające psy i brutalna rzeczywistość. Niezwykłe, wizjonerskie dzieło, które trudno porównać do czegokolwiek innego.

„Jeszcze jeden rok”
reż. Oksana Byczkowa

Młoda reżyserka Oksana Byczkowa specjalizuje się w portretach młodych Rosjan u progu dorosłości – ambitnych, nastawionych na karierę, często zapatrzonych w zachodni model życia. W „Jeszcze jednym roku” ukazuje małżeństwo dwudziestoparolatków, którzy stopniowo się od siebie oddalają. Ona pracuje w agencji reklamowej, chce się rozwijać, żyć nowocześnie. On jest taksówkarzem, czuje się coraz mniej swobodnie w towarzystwie znajomych żony, ma kompleksy, robi się zaborczy. Byczkowa nie ocenia swoich bohaterów, z dystansu podgląda, jak kolejne nici, które przed laty połączyły Jegora i Żenię, mimowolnie są przecinane. Wnikliwy psychologicznie, błyskotliwie napisany i zagrany film – chciałbym, żeby takie niewymuszone, obyczajowe kino o współczesności powstawało w Polsce.

„Mewy”
reż. Ella Manzheeva

Ekipy filmowe rzadko docierają do Kałmucji. „Mewy”, z sukcesem pokazywane m.in. na ostatnim festiwalu w Berlinie, to pierwszy od 30 lat film zrealizowany w tej odległej części Rosji. Ella Manzheeva przedstawia historię mieszkającej w małym miasteczku nad Morzem Kaspijskim Elzy. Codzienność kobiety wyznacza ciągłe oczekiwanie na powrót męża, rybaka nielegalnie łowiącego ryby. Pewnego dnia Elza zbacza z utartego szlaku – zamiast w odwiedziny u matki wybiera się na przystanek autokarowy. Chce zobaczyć świat, który czeka na nią poza senną rodzinną mieściną. Hipnotyzujące krajobrazami prowincji i spokojną narracją „Mewy” to obraz kruchej kobiecości stopniowo przekraczającej ograniczenia narzucane przez tradycję. Dojrzały, mądry debiut.

„Pod elektrycznymi chmurami”
reż. Aleksiej German Jr.

Niepokojąca, fantasmagoryczna wizja Rosji w 2017 roku. W setną rocznicę rewolucji lutowej świat stoi u progu wielkiej wojny. Dla pozbawionego kierunkowskazu, trawionego przez korupcję i biedę narodu to, co najgorsze, może okazać się wybawieniem. Bohaterowie snują się jak w transie, przytłoczeni pamięcią o trudnej przeszłości i lękiem przed niepewną przyszłością. Niszczejący pomnik Lenina, szkielety niedokończonych wieżowców – zapowiedź nowoczesności, która nie nadeszła, Mickey Rourke i Sergiej Sołżenicyn wymieniani jednym tchem, krzykliwość reklam i codzienny pesymizm – tej rzeczywistości reżyser nie przedstawia z poczuciem wyższości typowym dla Europy Zachodniej. Idąc śladem Andrieja Tarkowskiego i swojego ojca, cenionego reżysera radzieckiego, próbuje zrozumieć rosyjską duszę. Aleksiej German wyrasta na jeden z ciekawszych głosów współczesnego kina, autora poszukującego, który już w swoim debiucie – „Ostatnim pociągu”, sugestywnej wizji II wojny światowej – wyróżniał się wyraźnym, autorskim stylem.

„Frankofonia”
reż. Aleksander Sokurow

Kultura ponad politycznymi podziałami – tylko pozornie to szlachetne, by nie powiedzieć naiwne, przesłanie przenika ostatni, prezentowany na niedawno zakończonym festiwalu w Wenecji film Sokurowa (tegoroczna retrospektywa na Sputniku). Dwóch przeciwników, zwycięzca i pokonany. Francuz Jacques Jaujard, dyrektor Luwru, i Niemiec Franz Wolff Metternich, wielbiciel kultury i pracownik administracji wojskowej w okupowanym Paryżu. W tym fabularyzowanym dokumencie, inspirowanym prawdziwymi zdarzeniami, dwóch mężczyzn reprezentujących dwa wykluczające się światy i systemy wartości połączy miłość do dzieł sztuki. Wspólnie będą walczyć o ich ocalenie w zrujnowanej wojną Europie. „Frankofonia” to oryginalny filmowy esej o europejskim tyglu kultury, tragicznej historii, która lubi się powtarzać, oraz o Rosji, jej osobności i roli w europejskiej polityce.

Więcej znajdziecie na stronie festiwalu.

Dodaj komentarz

-->