Tekst: Mladen Petrov
Okolice każdego dworca, a zwłaszcza Zachodniego, nie należą do najbardziej przyjemnych miejsc w naszym mieście. Wobec tego szansa, że w jesienny wieczór traficie tu na przytulny lokal w sam raz na wytworną kolację, jest raczej minimalna. Ale nigdy nie wiadomo. Jeśli jednak znajdziecie się w podobnej sytuacji, po koleżeńsku podajemy adres, pod którym można się zatrzymać na chwilę albo trochę dłużej. Oczywiście nie obędzie się bez zastrzeżeń. Nie spodziewajcie się gourmet menu i wyszukanego wystroju wnętrz. Będziecie za to zadowoleni, zwłaszcza gdy lubicie swojskie klimaty, biesiadną atmosferę i zapach żurku oraz grillowanej kiełbasy. Jeśli to wam odpowiada , zapraszamy do Osady. Jej największym skarbem są dwa pielęgnowane ogrody, po których można spacerować małymi alejkami, obgadując przy drinku kolegów z pracy. Rozsiądziemy się tam na drewnianej huśtawce albo przy ognisku. Część restauracyjną schowano natomiast pod wielkim namiotem. Menu Osada ma raczej polskie i ze średniej półki cenowej. Kilka przykładów: smalec kresowy z chlebem i kwaszonym ogórkiem na początek (9 zł), dalej staropolski żur z białą kiełbasą i gotowanym jajkiem (10 zł), karkówka marynowana w ziołach (17 zł), kiełbasa wiejska (13 zł), a dla wielbicieli wieprzowiny – żeberka marynowane w aromatycznych ziołach (25 zł). Wegetarianie będą raczej niezadowoleni – znalazłem dla nich tylko sałatkę ogrodową (17 zł) i grillowane warzywa z plastrami mozarelli i pomidorami con case (19 zł). Oraz sernik (10 zł), ale jego nie skosztują weganie. No cóż – ta osada rządzi się takimi regułami i należy je zaakceptować.
