Niskie Łąki

Wrocław

Do hasła „Niskie Łąki” w słowniku wrocławskich pojęć osobliwych należy dodać kolejne znaczenie. Mamy już część miasta i słynny plac targowy. Mamy Piotra Siemiona i jego książkę. A od niedawna – również nowe miejsce na klubowej mapie Wrocławia. Lokal zdaje się czerpać zarówno z literackich, jak i z handlowych konotacji wspomnianej nazwy. Całość wyposażenia jest ponoć fantami zdobytymi podczas coniedzielnych wpraw na pchli targ: stoły, krzesła, lampy, lusterka za barem, lalki Barbie, rury pod sufitem czy świecąca kocia głowa na sprężynie. Na ścianach tu i ówdzie spoczywają obrazy wrocławskiej bohemy. Jest jeszcze jedno nawiązanie do łąk i to niskich. Klub wykorzystuje przestrzeń piwniczną, a na jednej ze ścian, tuż pod sufitem, kolorami kwiatów mieni się prawdziwa łąka. Celem właścicielek klubu (Barbary Chabior i Anny Stachowiak – inicjatorek znanej kanapkowni Jadłostacja) jest wytworzenie specyficznej, artystycznej i nieskrępowanej atmosfery. Każdy ma się tu czuć jak u siebie. I każdy może urzeczywistnić swe twórcze ambicje, wieszając fotografie bądź obrazy, grając mały koncert, a nawet dając recital. W planach jest również uruchomienie rynku wymiany ciuchów pod roboczą nazwą „Ciuch-ciuch-babka”. O pomysłowości matek-założycielek Niskich Łąk świadczy też menu, które jest swego rodzaju wycieczką po Wrocławiu. Możemy zamówić drinki o swojskich nazwach, takich jak Trójkąt Bermudzki, Bez Oporów, Bond z Żernik bądź Pracze Mózgu. Ceny są zróżnicowane, zbliżone do poziomu średniej wrocławskiej. Pozostaje zatem nadzieja, że Niskie Łąki nie podzielą losu swych poprzedników, Magellana i Eighty Nighty, i egzystować będą nieco dłużej. Ku naszej uciesze, oczywiście.

Dodaj komentarz

-->