Lalala

Sopot

W Trójmieście dziwnym trafem nie tak często powstają zaskakujące inicjatywy, które szerszym echem odbijają się w artystycznych trzewiach Polaków. A właśnie jesteśmy świadkami formowania się kolejnej lokalnej legendy. Mowa o Lalala, karkołomnym połączeniu winiarni, baru, klubu, miejsca wystawienniczego i imprezowego. Lokal rozrósł się ostatnio o nieprzeciętny arthotel, czyli zaprojektowane przez artystów schronienie dla złaknionych lewitowania w równoległych światach. Miłośnicy miękkich snów chętnie wymoszczą gniazdko w pokoju z baletnicami – autorstwa Asi Piaścik, studentki dizajnu na berlińskiej ASP – lub w pokoju niebieskim nr 38, zaprojektowanym przez Ulę Wasilewską i Honoratę Martin. Przez mroki gęstej puszczy możecie się przedzierać w pokoju nr 44, czyli futrzano-leśnej zagadce, budzącej grozę u dziewic i grzecznych dzieci. Trochę tu jak u Lyncha i Bergmana, choć niekoniecznie koszmarnie. W głowie pojawia się od razu duszna atmosfera „Zagubionej autostrady” czy „Godziny wilków”. Witajcie w niebezpiecznym generatorze trudnych snów. A wytchnienia doznacie w przewrotnych wnętrzach kolorystycznie zharmonizowanego projektu Pati Orzechowskiej czy w różowym raju nr 295 Kuby Bąkowskiego. Ekipa tworząca arthotel działała tu z wyraźną pasją i zaangażowaniem. Aż serce roście. W każdym z pokojów odnajdziecie przedmioty rozważnie dobrane, dopieszczone, wychuchane i niebanalne. Panuje tu atmosfera dizajnerskiego pchlego targu rozkoszy. Tańce, prysznice, przebieranki-czesanki, ciepłe i mroczne miłości czy po prostu sen będą tu dla was pięknym przeżyciem. Ceny nie są niestety niskie, ale klienci dodatkowo częstowani są arcypysznym śniadaniem i kawą z kosmicznego ekspresu. Poza sezonem gofrowo-lodowym taniej i mniej tłocznie. Mekka dla kolekcjonerów wrażeń i marzycieli.

Dodaj komentarz

-->