Kiedy na początku roku ukazał się nasz subiektywny przewodnik po najlepszych warszawskich dzielnicach, dostaliśmy sporo telefonów i maili od oburzonych czytelników z Saskiej Kępy, która w zestawieniu nie znalazła się tylko z jednego powodu – od zawsze jest fajna, pożądana i wymarzona. Warto jednak wspomnieć, że ostatnio na Saskiej, nieopodal ronda Waszyngtona, wygospodarowano kilka metrów kwadratowych na nowy lokal. W Warszawie małych uliczek nie brakuje, gorzej za to jest z małymi, niepretensjonalnymi kawiarniami pasującymi do otoczenia. Przy Fińskiej właśnie taka powstała. Niezobowiązujące, miłe wnętrza, kilka stolików i krzeseł, gdzieś w tle rytmy etno, trochę książek (o Saskiej Kępie, rzecz jasna) i prasa kulturalna – tyle wystarczy, żeby na początek być zadowolonym. Do tego dochodzą napoje i jedzenie przy barze – klasyka znana z innych miejscówek, czyli duży wybór produktów sygnowanych logo Fair Trade w przystępnych cenach. Ciasta domowej roboty? Są. Co niedzielę można też wpaść na brunch z własnym daniem oraz zobaczyć, jak sąsiadce z ul. Estońskiej wyszło penne (każde danie – 12 zł). W Kępa Cafe mają się również odbywać dyskusje, spotkania autorskie i wystawy. Podsumujmy w trzech słowach: chce się wracać. [Mladen Petrov]
Kępa Cafe
Warszawa
