Babie Lato

Warszawa

Po sukcesie klubokawiarni w Lublinie i Katowicach właścicielka Babiego Lata postanowiła zawojować rynek warszawski, tworząc kolejne miejsce tylko dla pań. Wszem i wobec obwieszcza to różowy napis na wejściu. Spodziewałam się zatem jaskini kobiecości. Niestety, wystrój jest „dla każdego”, sprawdziłby się nawet w barze sushi, który przywodzą na myśl egzotyczne rośliny, białe skórzane obicia i beżowe maty na podłodze. Nijakość aranżacji przełamują różowe świeczniki i kwiaty oraz ultraróżowe menu. Karta zaś jest interesująca i zaczyna się wypróbowanym zwrotem „odchudzam się od jutra”. Znajdziemy w niej masę deserów (6-11 zł) i sałatek (12-20 zł), są też malutkie, bo zaledwie 200 mililitrowe „szejki” oraz zupki (7-10 zł). Pełnowymiarowych dań dla wygłodniałych po pracy niewiast – jak śliwki zawijane w boczku z sałatą (15 zł) czy łososiowe warkocze (33 zł) – również nie zabraknie. Ponieważ Babiego Lata nie stworzono jedynie dla grzecznych dziewczynek, lokal oferuje duże piwo (7 zł), oczywiście z rurką, a także całe mnóstwo drinków (do 14 zł) – część pod rozkosznie zmodyfikowanymi kobiecymi nazwami. Wielkie stoły i szerokie kanapy przystosowane są do babskich spędów, ale ostrzegam, że widziałam tam już niejednego faceta. Tzn. tak mi się wydawało, ponieważ wszyscy siedzieli w perukach. Zgadza się! Panowie spragnieni dobrego jedzenia i towarzystwa girls-only, którym nie przeszkadzają nucące w tle Alibabki i Anny Jantar, muszą okupić tę przyjemność kobiecym przebraniem. Nie będą jednak musieli spędzać godzin na kompletowaniu damskiej garderoby. Lustro i peruki do wyboru czekają przy wejściu. Potencjał pomysłu na #BabieLato niestety nie został do końca wykorzystany. Ale to i tak świetne miejsce, by zaprosić byłego na wymianę ostatnich fantów i z satysfakcją patrzeć, jak męczy się w peruce. #Warszawa jest kobietą.

tekst i foto: Iza Bielecka-Gnaś

Dodaj komentarz

-->