Trzeba jednak iść dalej i wyżej. W planach przecież bankiet na tarasie. Oczywiście na dachu, ale to nie powinno już nikogo dziwić. W końcu nasza wycieczka do Londynu odbywa się w chmurach. Hotel Trafalgar pozwala przyjrzeć się miastu z przyzwoitej wysokości, bo zaledwie dziesięciu pięter. Tańczy się więc tylko lekko nad ziemią, zapominając, że kiedyś na tę ziemię trzeba będzie jeszcze wrócić. Na szczęście nie tak szybko, bo nocleg również na wysokościach. Niestety nie w oszałamiającym The Shard, ale również w Hiltonie. Ośmiopiętrowy Hampton by Hilton gości nas na najwyższym piętrze. Jest przytulnie, dizajnersko i komfortowo. Do tego stopnia, że jeśli klient nie jest zadowolony z noclegu, to może dostać 100% zwrot. Nie próbowaliśmy tej sztuczki, bo od początku poczuliśmy, że dobrze nam ze sobą. Od tego jednak co w środku, bardziej liczy się to, co na zewnątrz. Pokoje są nastawione na widoki, a my po całym dniu biegania za co raz lepszym widokiem, nadal nie mamy dość. Olbrzymie szyby, panorama londyńska i wielkie, miękkie łóżko pozwalają zapaść się w iście królewski sen.
Wasza wysokość. Tak można już zacząć do nas mówić, bo po nocach spędzonych w luksusie i dniach na wysokościach zaczyna nam się trochę mieszać w głowie. Jeszcze samolot, jeszcze raz w górę i można spokojnie wracać na swoje. No może nie tak zupełnie spokojnie, bo po przylocie okazuje się, że Hampton by Hilton, w którym spędziliśmy miłe noce, otwiera właśnie przy Wspólnej 72 kolejny hotel w Warszawie. Trochę deja vu, trochę jak skok z wysokości. Londyn – Warszawa. Wspólna sprawa.

