Graliśmy po raz pierwszy w Thiefa. I było fajnie.

Już przy wyborze poziomu trudności #Thief może się podobać, gdyż oprócz oczywistych opcji typu “łatwy”, “normalny” i “trudny” każdy gracz może dostosować poziom trudności w bardzo dokładny sposób do swoich skillsów. Co ucieszy na pewno oldskulowych fanów złodzieja, aby z gry dla normalnych ludzi zrobić potwora, który nienawidzi swoich użytkowników.

ONLINE_240114_ss04_1390472736

Pierwsze co od razu rzuca się w oczy, to fantastyczna immersja, czyli to czego tak strasznie brakowało w #Dishonored. Gdy podchodzimy do jakiegoś ciała i próbujemy go okraść faktycznie widzimy jak #Garrett sięga po jego mieszek złota, gdy otwieramy szuflady w poszukiwaniu jakiś kosztowności nie dzieje się to magicznie, a po prostu pojawia się ręką naszego protagonisty, która pociąga za uchwyt. Dzięki tym animacjom od razu poczułem się bardziej faktyczną postacią niż bogiem pociągającym za sznurki. Grając w gry, która mają widok “first-person” mam ochotę wczuć się w postać, którą kieruję, nie chcę być świadkiem wydarzeń, a jego głównym bohaterem. Imersją (którą wiele gier traktuje po macoszemu) w Thiefie może mi na to pozwolić.

Z drugiej strony wszystkie animacje powodują lekkie spowolnienie akcji, każdorazowe zebranie 4 monet, pkazuje tę samą łapę sięgającą po pieniądz, co może po kilku godzinach po prostu zacząć irytować. Jestem pewien, że kilku zirytowanych graczy podniesie ten temat, ale dla mnie raczej nie będzie takiego problemu.

ONLINE_240114_ss02_1390472735

Nie chce zdradzać za bardzo historii, która będzie rozgrywać się w nowym Thiefie, żeby niczego nie spoilować. Najważniejszym tutaj jest, że czwarta gra nie jest sequelem, ani prequelem. To reboot dziejący się w tym samym mieście, ale gdzieś w innym wymiarze.

Dodaj komentarz

-->