Miasto w złodzieju jest bardzo piękne. Jest mroczniejsze od tych, które znamy z poprzednich odsłon i w dużym stopniu bliższe temu, co mogliśmy zobaczyć w #Dishonored. Mimo, że nie mamy tutaj do czynienia z ogromem lokacji jak w różnego typu piaskownicach, nadal jeśli tylko chcecie możecie się zagubić w wąskich uliczkach, przy okazji często natrafiając na dobrą okazję, aby okraść czyjś dom czy jakiegoś jubilera, którego sklep po prostu nawinął się po drodze.
Jeśli chodzi o walkę w Thiefa polecam wam się jej wystrzegać. Po pierwsze nasz bohater nie posiada miecza, a tylko zwykłą pałkę, co nie tylko zmusza nas do walki w bliskim zwarciu, ale też powoduje, że mamy nikłe szanse przeciwko dwóm, trzem przeciwnikom z wielkimi kosami. Ta decyzja bardzo cieszy, gdyż w dużym stopniu zmusza graczy, aby przechodzili Thiefa tak jak powinien być przechodzony. Już w piewszych minutach tytułu Garrett mówi, iż nie zabija, a jeśli to robi to tylko w całkowitej ostateczności. Szkoda by było patrzeć na graczy, którzy przebijają się rapierami przez pół gry zatracając jej cały klimat.
Jeśli chodzi o stealth – doświadczonym graczom polecam grać na najwyższym poziomie trudności gdyż ten normalny wydał mi się, aż zbyt przystępny dla kogoś tak słabego jak ja. Oczywiście zdarzyło mi się spartolić robotę przez brak umiejętności, ale spodziewałbym się o wiele większej liczby zgonów niż te, które mnie spotkały w trakcie gry.
Ciężko mi jest ciągle ocenić sztuczną inteligencję naszych wrogów. Zdarzyło się, że stojąc naprzeciwko faceta, którego właśnie miałem okraść, ten mnie w ogóle nie widział dzięki czemu mogłem go walić w łeb “z zaskoczenia”, podczas gdy tak naprawdę patrzyłem mu prosto w oczy. Jednak większość postaci wydaje się całkiem sprytna. Jeśli zauważą, że zgasiłeś jedno ze świateł (możesz do tego użyć specjalnych strzał) podejdą do ogniska, czy po prostu świeczek i zapalą je na nową. Nie będą zadowoleni stać w ciemnościach tylko będą starali się jak najbardziej ułatwić sobie robotę jak największą ilością światła (tu się dodatkowo liczy poziom trudności).
W nowego Thiefa grałem 4 godziny. Przeszedłem kilka misji podstawowej ścieżki fabularnej i z przyjemnością ogarniałem zadania poboczne, które otrzymywałem od różnych postaci poznawanych w mojej drodze. I, mimo że nie można oczywiście oceniać gry po tak krótkim czasie, jestem jednoznacznie przekonany, że gra mi się będzie cholernie podobała. Mogę tylko żałować, że nie mam dużego telewizora i #PlayStation4, na których testowałem ten tytuł. W sumie to i tak nigdy nie zwracałem uwagi na wygląd gry, a jedyne co się liczyło to jej grywalność. #Thief ją posiada. Gdyby tylko wyszła przed #Dishonored miałaby szansę na szaleństwo na metacriticu – a tak po prostu będzie bardzo dobrą grą.


