O to mi chodziło. Robisz to w pełni świadomie, że korzystasz z tych dźwięków wiedząc co chcesz otrzymać.
CS: Tak to jest wszystko kwestia kreatywności. Nie staram się zrobić jakieś deklaracji moim “surowym brzmieniem”, wszystko jest dzieckiem mojego autorskiego pomysłu na utwór.
Czy używasz czegoś poza maszynami – np. Abletona?
Nie używam Abletona. Gdy tworzę muzykę korzystam również z żywych instrumentów. Nagrywam ścieżki na Logica i, gdy mam je na komputerze, mogę z nimi zrobić co tylko uważam za stosowne – aranżacje etc. Nie wierzę w żadną hierarchię jeśli chodzi o sprzęt do tworzenia muzyki. Na tym albumie możesz usłyszeć obój czy klarnet, głosy, bitmaszyny i hardware. Gdy tworzę utwór staram się myśleć “Czego jeszcze potrzebuje ten track”. I tyle. Wszystko czego używam do stworzenia utworu jest tylko i wyłącznie narzędziem. Ostatecznym wynikiem użycia tych narzędzi ma być track, który pojawił się w mojej głowie.
Kiedy podjąłeś decyzję, aby zmierzyć się z formatem, jakim jest album? Ostatnio LP stały się popularniejsze w świecie elektroniki, ale nadal jest to trudny format dla wielu producentów. Często słuchając płyt ma się uczucie – te 10 utworów stworzyłoby świetne trzy EP-ki, ale jako całość po prostu nuży.
CS: Robię muzykę od kiedy byłem bardzo młody i nigdy nie pomyślałem o tym, że mógłbym nie nagrać pełnoprawnego albumu. Zawsze miałem w głowie myśl, że stworzę płytę, gdy tylko będę miał odpowiednie warunki do jej wydania; gdy tylko to się stanie – po prostu usiądę i zacznę pisać utwory z myślą o tym, co chciałbym wyrazić poprzez ten format. Dla mnie albumy są czymś niemalże świętym. Wychowałem się słuchając LP. Muzykę taneczną zacząłem kupować gdy miałem 15 lat, wtedy poznawałem pierwsze 12’, ale wcześniej jedynym słusznym formatem była dla mnie płyta. Moje wszystkie ulubione nagrania to albumy, dlatego czułem, że jeśli chcę tworzyć muzykę, musi ona mierzyć się z tym, czego słuchałem gdy byłem dzieckiem. “Suzi Ecto” miało być czymś, co może obronić się samemu jako całość…
Gdy robisz promocję dla takiej płyty zdarzają się ciężkie momenty. Dostaję przykładowo email, który mówi, że taka i taka strona chciałaby opublikować ten i ten kawałek. Dla mnie oddawanie pojedynczych utworów mija się z celem, gdyż według mnie nie mają one sensu poza albumem. Przy okazji starałem się, aby ta płyta nie była za długa. Nie chciałem, aby ludzie się nią nudzili, ale wiesz… chciałem opowiedzieć w niej całą historię. Ale twoje pytanie… kiedy zdecydowałem, że już czas. Tak naprawdę podjąłem decyzję w momencie, gdy udało mi się dogadać kontrakt z moją wytwórnią. Chciałem nagrać tę płytę we własny sposób, mieć nad nią pełną kontrolę. Gdy dogadałem się z Houndstooth od razu usiadłem do pisania. Jak mówiłem przez pewien czas mieszkałem w Nowym Jorku, grałem tam na pewnym festiwalu, więc postanowiłem zostać i spędziłem około miesiąca po prostu produkując. I właśnie tam powstały chyba wszystkie wstępne projekty utworów, które znalazły się na płycie.
Czyli po prostu wiedziałeś od zawsze, że nagrasz album.
CS: Tak. Wiesz… lubię djować. Lubię produkować utwory, które mają pewną emocjonalność i działają w określony sposób w klubie. Dla mnie jest to jednak tylko mały wycinek mojej relacji z muzyką. Nie chciałem nawet próbować stworzyć płyty składającej się tylko z klubowych kawałków. Nie słucham takiej muzyki w domu, więc nie miałoby to dla mnie sensu…
