Muzyka: Dean Blunt
Ironicznie zatytułowany „Black Metal” to ostateczne przypieczętowanie metamorfozy Blunta – z zainteresowanego plądrofonią i muzycznym rozkładem świra w awangardowego songwritera.
Ironicznie zatytułowany „Black Metal” to ostateczne przypieczętowanie metamorfozy Blunta – z zainteresowanego plądrofonią i muzycznym rozkładem świra w awangardowego songwritera.
Ten ponad 60-minutowy kawał nawiedzonej, niepokojącej muzyki (płyta zawiera jeden utwór) powstał we współpracy m.in. z jednym z największych magików eksperymentalnej elektroniki Christianem Fenneszem oraz malarzem dźwiękowych pejzaży Stephanem Mathieu. „There Is…” jest przede wszystkim ilustracją dźwiękową do wierszy amerykańskiego poety Franza Wrighta z jego zbioru „Kindertotenwald”.
Ósma płyta Foo Fighters to osiem piosenek nagranych w ośmiu miastach Stanów Zjednoczonych. Kompozycje stopniowo ujawniane były w kolejnych odcinkach nakręconego specjalnie w tym celu serialu. Ambitnie to sobie chłopaki wymyśliły. Sama muzyka jednak zbyt ambitna nie jest…
Kompozycje zawarte na albumie trzymają poziom, poniżej którego Young nie schodzi od lat, nie ma jednak wśród nich numeru, który byłby w stanie na stałe wejść do kanonu najlepszych dzieł muzyka. To raczej kolejny album potwierdzający, że dla Neila Younga nie istnieją granice stylistyczne, on po prostu ma ochotę spróbować swoich sił w każdym możliwym gatunku.
Podstawową przyczyną niedosytu, jaki zostaje po przesłuchaniu „Faith in Strangers”, jest fakt, że Stott próbował połączyć zbyt wiele wątków naraz. Szkoda, bo z pewnością starczyłoby mu wyobraźni, by napisać jeden długi, pasjonujący rozdział swojej mrocznej muzycznej epopei.
Raja na składającym się z 12 utworów albumie skacze z kwiatka na kwiatek, nie pozwalając odbiorcy na chwilę oddechu. Gdy słuchamy ambientowego „Gottfried Semper”, nie spodziewamy się, że jego następca, „Skyre”, to utwór pod względem melodyjności i rytmiki wiele czerpiący z dubstepu. Gdy wybrzmiewa IDM-owy „De Lia Lu Lu”, nie jesteśmy gotowi na pokręcony „Black Top” z indyjskimi samplami
TJ Hertz, znany też jako Objekt, nie wierzy w półśrodki. Każde jego wydawnictwo to dokładnie przemyślany i idealnie wyprodukowany twór, w którym żaden dźwięk nie jest przypadkowy. Nakład pracy, jaką w swój debiutancki longplay włożył producent, niektórych mógłby doprowadzić do szaleństwa. Co ciekawe, mimo że płyta Objekta miejscami wydaje się wręcz idealna pod względem produkcyjnym, jednocześnie pełna jest eksperymentalnej ekspresj
Pierwszy nagrany bez pomocy Haunted Grafitti album Ariela Pinka zwiększy z pewnością liczbę wątpliwości, jakie budzi największy popowy ekscentryk XXI wieku. Po dwóch przystępniejszych, ale niezwykle błyskotliwych albumach Pink powraca z 17-utworowym, trwającym 68 minut kolosem, wypełnionym zmutowanymi popowymi hymnami.
Drugi longplay wydany pod szyldem Run the Jewels jest bardziej dopracowany w szczegółach, mniej jednostajny od brutalnej funkowej jazdy bez trzymanki, jaką zafundowali nam na „jedynce”, ale zawiera równocześnie większą dawkę kontrolowanego wariactwa.
Do nagrywania kolejnej płyty ekipa B.O.K. podeszła z rozmachem. Tak produkcyjny, jak i tekstowy maksymalizm „Labiryntu Babel” nie jest jednak próbą maskowania pustki, ale naturalną konsekwencją rozwoju grupy przewodzonej przez rapera, który wziął sobie do serca słowa pierwszego MC Rzeczpospolitej. „Miej świadomość! Możesz robić, co chcesz!”
Mroczny szaman i specjalista od zaklinania kobiecych serc jako jedyny z rockandrollowej gwardii debiutującej w latach 90. wciąż nagrywa dobre płyty. Nie są to już co prawda czasy porażającego „Bubblegum”, ale – w przeciwieństwie do kolegów z młodości – Marek starzeje się z klasą.
Pośród kilku rzeczy których zazdroszczę podwładnym Jej Królewskiej Mości, w walce o miejsca w czołówce przepychają się Monty Python i Aphex Twin. To z pozoru bezsensowne zestawienie ma jednak pewne podstawy. Twórców Latającego Cyrku z Richardem D. Jamesem łączy wiele: poczucie humoru, umiłowanie absurdu, dbałość o oprawę graficzną i własny, niepowtarzalny język czerpiący z lokalnych tradycji