Specjaliści, chciałbym poznać ich wszystkich
Mroczny szaman i specjalista od zaklinania kobiecych serc jako jedyny z rockandrollowej gwardii debiutującej w latach 90. wciąż nagrywa dobre płyty. Nie są to już co prawda czasy porażającego „Bubblegum”, ale – w przeciwieństwie do kolegów z młodości – Marek starzeje się z klasą. Przestał ćpać, zaczął się uśmiechać, polubił dyskoteki. No może nie do końca, ale „Ode to Sad Disco” z poprzedniego albumu to dobry trop dla tych, którzy jeszcze nie słuchali najnowszego krążka Amerykanina.
Poza otwierającym (i na maksa przebojowym) „Harvest Home” ze świecą szukać tu brzmienia gitar. Wszystko ulepiono na leniwych klawiszowo-syntezatorowych dźwiękach, które z kolei są tylko tłem dla jednego z najbardziej charakterystycznych współczesnych głosów. Mareczek nie potrzebuje barokowych ozdobników czy udziwniania na siłę, w którym ostatnio specjalizuje się współpracujące z nim swojego czasu QOTSA. Prawdziwy fachman tworzy magię z niczego. Nie jest to może album roku, ale w czasach, kiedy większość starej gwardii obniża loty, tak solidny zestaw piosenek trzeba po prostu wziąć w ciemno. Tym bardziej, że w tym sezonie nie znajdziecie lepszego soundtracku do jesiennych spacerów we mgle i słocie.
Mark Lanegan
„Phantom Radio”
Mystic

