Muzyka: Neil Young

Twórcze ADHD

Neil Young wydaje dwie płyty rocznie, a w wolnych chwilach walczy z rurociągami przecinającymi dziewicze rejony Kanady. W międzyczasie napisał autobiografię (kolejną w ciągu dwóch lat!), wprowadza na rynek rewolucyjny system zapisu i odtwarzania muzyki PONO, maluje i wystawia obrazy (jeden z nich zdobi okładkę „Storytone”), kończy prace nad bezpiecznym dla środowiska samochodem Lincvolt oraz wspiera badania nad chorobami genetycznymi dzieci. Po godzinach wrócił do jarania blantów oraz zamienił żonę na Daryl Hannah. Nieźle jak na 70-latka. Ale wróćmy do „Storytone”, drugiej już w tym roku płyty Kanadyjczyka. Po albumie z coverami ważnych dla niego artystów (nagranym prehistorycznymi metodami), tym razem dostajemy produkcję rozpisaną na prawie 100-osobową orkiestrę (rola Younga sprowadza się tym razem wyłącznie do śpiewania). Od razu warto zaznaczyć, że „Storytone” można (a w zasadzie należy) nabyć w wersji dwudyskowej, gdyż wówczas dostajemy dodatkowo cały materiał zaaranżowany tylko na gitarę i pianino, co robi znacznie lepsze (zwłaszcza na fanach Younga) wrażenie. Kompozycje zawarte na albumie trzymają poziom, poniżej którego Young nie schodzi od lat, nie ma jednak wśród nich numeru, który byłby w stanie na stałe wejść do kanonu najlepszych dzieł muzyka. To raczej kolejny album potwierdzający, że dla Neila Younga nie istnieją granice stylistyczne, on po prostu ma ochotę spróbować swoich sił w każdym możliwym gatunku. Czekam na set w Boiler Roomie.

Neil Young
„Storytone”
Warner Music Poland

Dodaj komentarz

-->