Małgorzata Halber: Nie ma życia na Facebooku

Osiem lat minęło, od kiedy zalogowałam się po raz pierwszy i nie miałam pojęcia, co oraz w jakim właściwie celu wpisać w okienku z angielskim tekstem „what’s on your mind”. Z pewnym wstydem zdradzę, że postawiłam na monolog Marka Rentona z „Trainspotting”. Na początku byłam zachwycona tym nowym zjawiskiem, jakim był Facebook. Oto narzędzie idealne, mogę nie wychodzić z domu i jednocześnie przebywać z ludźmi, nie muszę z nimi rozmawiać, mogę oglądać.

Stopniowo Facebook zamienił się w narzędzie opresji. Na porządku dziennym było toczenie wielokomentarzowych debat, które skutecznie uniemożliwiały zamknięcie komputera i zajęcie się czymkolwiek innym, niechby to było i zmycie naczyń. Następnie część użytkowników, zamiast tak jak na początku zamieszczać swoje wyniki gry w Farmville, ulubione piosenki oraz wyniki quizów, postanowiła zacząć uprawiać publicystykę, co doprowadziło do sytuacji absurdalnej, w której część z nas zadaje sobie pytanie, na jaki temat należałoby dzisiaj wyprodukować opinię.

Mark Zuckerberg cały czas broni się przed umieszczeniem przycisku „nie lubię”, ponieważ twierdzi, że zależy mu, aby Facebook stanowił przyjazne środowisko. To oczywiście bardzo zabawne, Mark, biorąc pod uwagę, że przede wszystkim jest to środowisko, dzięki któremu non stop żyjemy w zawieszeniu pomiędzy prawdziwym życiem a tym, co płynie do nas wraz z newsfeedem. Kiedyś wydawało mi się, że staromodne odróżnianie cyberprzestrzeni od realu i pomstowanie na narcystyczne praktyki w internecie to jojczenie starych dziadów. Jednak coraz częściej widzę, że jest w tym pierwszym element prawdy. Ile czasu każdy z nas spędza na skrolowaniu tego strumienia? I ważniejsze pytanie – ilu z nas robi to, ponieważ jest w tym jakiś kikut relacji i interakcji społecznych?

To jest cały zbiór praktyk: zagadywanie do nieznajomych w celu quasi-erotycznym (trzy z czterech moich związków zaczęły się od czatu na Facebooku). Wyrażanie poparcia dla jakiejś łączącej nas idei. Wyrażanie znudzenia tym, że ta idea opanowała całą naszą internetową bańkę. Pasjonowanie się flejmami, czyli z punktu widzenia kogoś, kto nie zagląda do internetu, bo na przykład jest na wakacjach, wydarzeniami kompletnie nieistotnymi. Te trzy ostatnie rzeczy dają nam fantom wspólnoty. Wrzucanie zdjęć w celu wzbudzenia zainteresowania bardzo konkretnego odbiorcy, chociaż widzi je siedemset innych osób: znam kogoś, kto kasuje i wrzuca ponownie zdjęcie, żeby oszukać algorytm Facebooka i żeby wyświetlało się jako pierwsze, tak długo aż uzyska aprobatę tego jedynego. No i oczywiście poczucie, że jesteśmy jedynymi osobami, które nie odnoszą sukcesów, nie mają wesołej rodziny i nic nie osiągnęły w życiu, ponieważ nasza ściana wygląda bardzo marnie w porównaniu z tym, co wrzucają nasi znajomi. Ponieważ Facebook służy do dzielenia się bardzo określonym kawałkiem życia, który nazwałabym „polem sukcesów”. Ale największym oszustwem jest klikanie dla samego klikania. Odświeżanie dla odświeżania. Bezwarunkowy u większości użytkowników odruch.

Otwierasz komputer albo aplikację w telefonie odruchowo, żeby zapełnić niezbyt przyjemne uczucie, którego nie jesteś w stanie nawet nazwać. Zalewają cię linki z gazety.pl i artykuły napisane przez znajomych. Wydarzenia, memy, dwuzdaniowe podsumowania wydarzeń z kraju i coś o postprawdzie. Ale nie ma niczego, co mówiłoby o bogactwie nieprzyjemnej materii, jaką jest prawdziwe życie. Media często służą zlikwidowaniu nieprzyjemnego uczucia izolacji, to ten symboliczny szumiący w tle telewizor albo – to wolę i lubię – włączone radio. Nasze mamy i babcie mówią: „no żeby coś do mnie gadało”.

Facebook nie gada, Facebook wypluwa fantomy zdarzeń bez osób, bez głosu i bez kontekstu. Ale pozwala też nie myśleć o tym, co jest dla nas niedopuszczalną prawdą. Że siedzimy sami. Jesteśmy sami w mieszkaniu. Albo jesteśmy sami w mieszkaniu z kimś, kogo kochamy. Często posiłkujemy się wymianą na czacie wśród bliższych znajomych. To jest wrażenie kontaktu, ale nie ma w nim ani głosu, ani reakcji, ani możliwości, żeby ktoś nas przytulił, kiedy czujemy, że życie nie jest w ogóle takie, jak zakładaliśmy, że będzie. I nie mam tutaj na myśli przytulania się do kogoś, kogo Białoszewski nazywał „osobą pierwszą”. Strumień Facebooka płynie, udając prawdziwe życie, które przecież też jest procesualne, zmienia się. Tyle że w jego przebiegu równie często natrafiamy na pole porażek, pole niepewności i poczucie osamotnienia. Przesuwamy sobie te treści, klikamy w nadziei, że może coś nam pomoże na to poczucie nieadekwatności. I nic takiego się nie dzieje, nic takiego się nie zdarzy, bo o tym nie mówi się w przestrzeni publicznej. To trochę jakby zacząć szlochać na tym wirującym bankiecie. Nie bardzo wypada. A najgorzej, kiedy odświeżaliśmy już tyle razy, że nie wyświetlają się żadne nowe posty.

Tekst: Małgorzata Halber – skończyła filozofię na UW, pisarka, rysowniczka i dziennikarka. Obecnie pracuje nad drugą książką po „Najgorszym człowieku na świecie”. 

Foto: Łukasz Saturczak

  • Robert Klejn

    z powodu polubienia tego tekstu (przeze mnie) zamieszczam link, bo wiem, że niektórym się zda, a zdecentralizowanie fb i chociażby 20% na moje konto byłoby lepsze od tego co jest teraz. ale coraz starszy jestem,,,, http://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/to-bedzie-rewolucja-na-miare-internetu-nadchodzi-blockchain,68,1445

  • RafalDra

    Truizmy.

  • amanita

    Skoro to takie narzędzie opresji, to zlikwiduj konto na fb i do widzenia – to tylko kliknięcie. Koniec opresji, problem solved :)

    • Sabina Bicz

      dokładnie tak :)

    • Dorotka Kaczmarek

      Chyba w ogóle nie rozumiecie mechanizmu uzależnienia…

    • Małgorzata

      dokładnie

  • Sabina Bicz

    każdy z nas postrzega to narzędzie inaczej i oczywiście używa go inaczej – to kwestie indywidualne. Pani Małgorzata ma prawo do swoich odczuć, szkoda tylko że artykuł jest napisany jako prawda objawiona, jednakowa dla wszystkich. Można tylko współczuć, jesli ktoś codziennie korzysta z „narzędzia opresji” lub „zapełnia niezbyt przyjemne uczucie” za jego pomocą. Z artykułu można wywnioskować, że napisał go ktoś uzależniony i jako taki postrzega resztę świata podobnie. Nieporozumienie. :)

  • Dzidka

    Bełkot. Z uzależnienia od fejsa, jak z każdego, można się leczyć, a osoba nieuzależniona nie ma z fejsem problemu i traktuje go dokładnie tak samo, jak inne źródła rozrywki/narzędzia komunikacji/źródło wiedzy.

    • Waldemar Bulkowski

      Dokladnie. FB jest tylko narzędziem. A uzależnić się można od wszystkiego…

  • Naparzanie Klawiatury

    Mam wrażenie, że ten artykuł został wyprodukowany dla zaspokojenia potrzeb równie głębokich jak te, które stwarza brak nowych postów po odświeżeniu Facebook’a. Z całym szacunkiem, ale nie widzę w nim żadnych trafnych uderzeń. Portale społecznościowe nie mają być protezami życia – jeśli ktoś je w ten sposób traktuje, to ma poważny problem. Narzekanie na to, że Facebook słabo zastępuje życie towarzyskie jest jak ubolewanie nad tym, że wykręcenie numeru z prefiksem 0700 to jednak nie to samo, co upojna noc z ukochaną osobą. Warto też dodać – Facebook nie służy do dzielenia się konkretnym kawałkiem życia. Facebook służy do tego, do czego chcesz go używać.

    „Oto narzędzie idealne, mogę nie wychodzić z domu i jednocześnie przebywać z ludźmi, nie muszę z nimi rozmawiać, mogę oglądać.” Naprawdę Pani tak pomyślała? Ciężko mi w to uwierzyć i chyba daruję sobie odnoszenie się do tego fragmentu.

    Pozdrawiam i szczerze życzę celniejszych strzałów, bo język artykułu jest zachęcający:)

    • Katie Leszczyńska

      Facebooka, nie Facebook’a ;)

  • Katie Leszczyńska
  • Dawid Wierzbicki

    O ironio! Gdyby nie fejsbuk, nie przeczytałbym pewnie nigdy tego tekstu… cóż – każdy kij ma dwa końce ;)

  • Tomczak Ania

    Na facebooku nikt z moich znajomych ani ja nie opowiadamy jak na prawde wygląda ich zycie na prawdę , wrzucaja jakieś zdjecia , śmieszne filmiki, ale o zyciu na prawde dowiaduje się z wiadomosci prywatnych , o chorobach problemach , na oficialnej cześci bez pytania można zobaczyc czyjś status szkołe ukonczoną , mam takie znajome po ukonczonych szkołach średnich z maturami niektóre studia ukończone a poziom kultury na poziomie tirówki niestety więc poznawanie nawet swojego długoletniego znajomego to długi proces,. Co do PAni Halber to wygląda jak bidula nie chciałabym tak wyglądac , starta czasu jest dla mnie dłubanie w szczegółach wolę wyjśc do parku , na rower , na spacer z psem , na basen , nie przepadam za czytaniem niepotrzebnych i skomplikowanych książek ale czasem zaglądam na konto PAni Halber w poszukiwaniu streszczonych opisów tak z ciekawości , jestem religijna , PAni Halber przymierza się do apostazji bo uważa że opisy religijne sa zbyt fantastyczne , moje pytanie a może tak jest faktycznie że nazbyt fantastyczne opisy są prawdziwe , chicby drabina jakubowa czy inne jak ze snu złote poświaty cudowne światła na obrazach złote światła!! sa prawdziwe !!

  • RLF

    Sądzę, że każdy ma prawo do swoich odczuć na powyższy temat. Znam jednak osobiście wiele osób, u których obcowanie z SM (nie tylko z FB) redaguje większość życia – ich wybór ale też i problem, z którym nie chcą sobie poradzić (przyjdzie czas, że będą musieli). Dla mnie FB jest dostarczycielem informacji o tańszych biletach w teatrze, wydarzeniach w ulubionych lokalach, eventach etc. oraz dobrą przypominajką o urodzinach i tyle. Kwestia potrzeb i kropka.

  • Fajny tekst ale zapominamy, że FB nie ma nam, zastąpić życia. Więc na ile pozwolimy by zdominował nasze życia, na tyle będzie nam przeszkadzał lub pomagał. Jest sporo możliwości, by ucinać niepotrzebne feedy i wiadomości i zajmować się tylko tym czym chcemy. Myślę, ze już jakiś czas temu dojrzeliśmy do świadomości, czy chcemy scrollować walla jako zabijacza nudy, czy wykorzystywać FB tylko do tego, do czego jest nam potrzebny. Ja więc nie mam problemu z tym, że za wiele czasu spędzam przed FB czy odpowiadam na miliony wiadomości. Pamiętajmy, nikt nas nie zmusił do używania FB i tak jak się zapisaliśmy, możemy się z niego wypisać, czy właśnie zminimalizować niepotrzebną powódź informacji. :)

  • Małgorzata

    Skoro to samo zło dlaczego nie usunie konta?

  • Fejs jest tak nudny, jak nudni są Twoi znajomi.