Nie możecie poradzić sobie z ulicznym szumem? Źle czujecie się w tłumie? Męczy was kakofonia powiadomień i cudzych rozmów w trybie głośnomówiącym? Wygląda na to, że potrzebujecie szybkiej ucieczki od miasta. Czasami, aby zregenerować zmysły, nie trzeba nawet ruszać się z Warszawy. W promieniu maksymalnie kilku kilometrów od centrum znajdziecie miejsca, które na jakiś czas skutecznie was odbodźcują i uspokoją. Wybraliśmy te najlepsze.
Sauna Wisła
Nie jesteśmy co prawda Finami, dla których brak sauny w zasięgu wzroku jest potężnym faux pas, ale z saunowaniem zaznajamiamy się stopniowo coraz lepiej. I jasne – ci, dla których liczy się tylko wysoka temperatura i wygoda rzucą się raczej na sauny siłowniane i te, które znajdują się najbliżej ich domu. Ale prawdziwe saunowanie nie polega na szybkości ani na kompromisach w imię wygody. Chodzi tu raczej o wyciszenie, czas dla ciała i dla ducha. W Porcie Czerniakowskim, w samym środku miasta, można poczuć się jak na pozamiejskim wywczasie. Przy brzegu znajdziemy zacumowaną barkę z sauną, której panoramiczne okno skierowane jest na wodę i portowy krajobraz. Warto wycyrklować wizytę w dzień śnieżny, mglisty lub przynajmniej o wschodzie czy zachodzie słońca. Sauna działa 24 godziny na dobę, więc nocne marki lub ranne ptaszki będą zadowolone.
Dzika ścieżka nad Wisłą po praskiej stronie
Ewenement na skalę europejską. I dobrze, bo gdzie indziej szukać nieuregulowanego brzegu głównej rzeki w samym centrum miasta? Jasne, że najlepiej wyciszać się jak najdalej od niego, najlepiej bez zasięgu, ale czy to właśnie nie sąsiedztwo zgiełku dodaje temu miejscu absolutnej wyjątkowości? Spójrzmy na to od strony praktycznej, zakładając, że idziemy na spacer po bulwarach wiślanych. Na wysokości Mostu Świętokrzyskiego miniemy spacerowiczów, ludzi na schodkach, parę kontenerów oraz barek z jedzeniem i piciem, faceta grającego na gitarze, kilka grup z przenośnymi głośnikami (o zadziwiającej mocy!), entuzjastów plenerowej siłowni pod mostem, skejtów katujących tricki na skateparku, do tego mobilne punkty sprzedaży kawy/lodów/wypieków (niepotrzebne skreślić). Jednym słowem – wszystko. Wystarczy jednak przejść przez most lub kładkę, a po drugiej stronie znajdziemy iście dziki klimat, który pozwoli zapomnieć, że jesteśmy w centrum stolicy.
Ministerstwo Kawy, STOR Café i inne miejsca z no laptop policy
Nic tylko siedzą i klikają, a celebrować rytuału picia kawy, to już nie ma komu! Kto nie był w sytuacji, w której – będąc na mieście – musiał szybko przysiąść z laptopem, by wysłać ważnego maila, niech pierwszy rzuci kamieniem. Jednak zamienianie kawiarni w pełnowymiarowe, całodzienne biuro to trend, który nie tylko odbiera im ich charakter, ale też wprowadza atmosferę open space’u do miejsca rozmów o wszystkim i o niczym. Umówmy się – o ile zapach kawy, spokojna muzyka w tle i delikatny gwar rozmów pomagają odzyskać wewnętrzny balans, o tyle uczestniczenie w czyimś callu i stukot tuzina klawiatur skutecznie temu przeszkadzają. W Ministerstwie Kawy, w STOR Café, a także w kilku innych miejscach laptopy, przynajmniej przy części stolików, nie są mile widziane. Nie sposób nie przyklasnąć temu pomysłowi, bo w końcu kawiarnia to nie cowork.
Ogród wertykalny przy Rotundzie PKO BP
Stoisko ze sznurowadłami, kwiatami, uliczny grajek, mobilny kościół, patrol policji, antykwariat polowy, ktoś sprzedający błyskotki – stołeczna „Patelnia” najczęściej wygląda jak wszystko, wszędzie, naraz. Okoliczny krajobraz też jest średnio kojący, bo tu i tam billboard wielkoformatowy, a zieleń można tu znaleźć w wydaniu symbolicznym. A pamiętacie, jak kilka lat temu opinię publiczną fascynował pomysł zrobienia z Placu Centralnego drugiego Central (nomen omen) Parku? Ale już się nie wyzłośliwiamy, tylko polecamy miejsce w sąsiedztwie tego całego festiwalu chaosu. Otóż, rzut beretem od tego zgiełku, tuż przy Rotundzie PKO BP, znajduje się ogród wertykalny. Gospodarze zapewniają, że rośnie tu prawie 12 tysięcy roślin. Nic tylko przysiąść na schodkach i złapać oddech.
Pokój wyciszenia w Łazienkach Królewskich
Że niby w pięknych, parkowych przestrzeniach też można mierzyć się z problemem nadmiaru bodźców? Że czasem sam śpiew ptaków nie wystarcza? Tak bywa, szczególnie jeśli trafimy na tłumy. Ucieczką i ratunkiem może być pokój wyciszenia – idealny dla osób wrażliwych sensorycznie, neuroróżnorodnych czy po prostu zmęczonych zwiedzaniem. Jedno z bardziej znanych miejsc tego typu znajduje się w Łazienkach Królewskich. To odizolowane pomieszczenie na piętrze Starej Oranżerii, wyposażone tak, aby zapewnić odpoczynek i relaks. Można zapaść się w wygodnym fotelu z podnóżkiem, przykryć kołdrą obciążeniową, a nawet – jeśli czujecie wyjątkowe napięcie – skorzystać z zestawu sensorycznego. Pod ręką są wygłuszające słuchawki, rękawiczki, gniotki i inne relaksujące gadżety. To nie jedyne tego typu miejsce w Warszawie, gdzie możecie uciec od intensywnych bodźców – pokoje wyciszenia znajdziecie też m.in. w Teatrze Narodowym, na Lotnisku Chopina, w budynku Wydziału Neofilologii UW oraz w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. I wciąż ich przybywa.
Tężnia solankowa na Placu Hallera
W 2018 roku po prawej stronie Wisły stanął mały Ciechocinek. Socrealistyczny Plac Hallera zawsze był miejscem klimatycznym, ale – jak się okazało – brakowało mu bogatego w składniki mikroklimatu. Dostarczyła go pierwsza w Warszawie tężnia solankowa, która szybko stała się miejscem oddechu, dosłownie i w przenośni. Inhalować się można przy tajemniczej budowli z drewna i gałęzi, po których spływa solanka. Jak w sanatorium, ale na Pradze-Północ. Jod, brom, wapń, sód, potas i inne pierwiastki kojarzone z lekcji chemii pomagają podobno w profilaktyce niektórych schorzeń, a uspokajający dźwięk płynącej wody relaksuje. Ale uwaga: z tężni trzeba korzystać z umiarem (jest nawet regulamin), bo – jak donoszą ostatnie badania – przedawkowanie solankowej mgiełki grozi wdychaniem bakterii i grzybów. Parafrazując jednak Fergie, „little tężnia never killed nobody”, więc po inauguracji tej praskiej podobnych miejsc powstało w stolicy przynajmniej kilkanaście.
Biblioteka przy Koszykowej
Czy może być bardziej oklepane miejsce do skupienia, pracy lub izolacji od bodźców niż biblioteka? Niezbyt. Ale skoro ten system wciąż działa, to warto z niego korzystać. No i biblioteki są darmowe – żeby tam posiedzieć, nie trzeba nawet zamawiać kawy! W stolicy jest kilka godnych polecenia biblio-adresów, ale my typujemy istniejącą ponad sto lat bibliotekę przy Koszykowej. Wiele osób nazywa ją „jedną z najbardziej klimatycznych w Warszawie”. To pewnie przez jej zmodernizowany i rozbudowany dekadę temu gmach, wypełniony światłem i kuszący roślinną ścianą, a także charakterystyczną czytelnię z zielonymi lampkami. Aż chce się wyciągnąć telefon, porobić fotki i powrzucać je na Instagrama! Ale nie róbcie tego, lepiej zostawić bodźcujące zmysły przeszkadzajki w plecaku i skupić się na czymś bardziej kreatywnym. I tak, BUW też jest ok, ale na Koszykowej jest bardziej przytulnie.
Park Akcji „Burza”
Kiedy ostatnio byliście na Kopcu Powstania Warszawskiego? Jeśli dawno, to polecamy wycieczkę na Czerniaków. Znajdujący się wokół kopca park trzy lata temu mocno zmodernizowano – wygląda światowo, choć wciąż mocno zanurzony jest w trudnej historii stolicy. Jedni odnajdą tu więc symbolikę i pamięć, inni architektoniczne smaczki, a dla nas to genialne miejsce wypoczynku ze ścieżką przyrodniczą, kładką wśród drzew, strefami relaksu i wąwozami. Kilka minut piechotą od ruchliwej ulicy Czerniakowskiej i lądujemy w świecie mchów, zagajników i przyrody ruderalnej. Dobrze wybrać się tam w tygodniu w ciągu dnia, kiedy jest naprawdę cicho i spokojnie. Nie tylko nam się podoba – Park Akcji „Burza” dostał już kilka prestiżowych nagród, w tym przyznawaną przez międzynarodowe jury Europejską Nagrodę dla Miejskiej Przestrzeni Publicznej.
Zdjęcia: Jan Walczak








