Subiektywny top 7 Nowych Horyzontów

L jak laba
reż. Lev Kalman, Whitney Horn
Na Nowych Horyzontach najfajniejsze są niespodziewane odkrycia – filmy, o których nigdy się nie słyszało, wyszperane przez selekcjonerów w pobocznych sekcjach pomniejszych festiwali. Tak też było z prezentowanym pod koniec festiwalu bezpretensjonalnym dziełkiem „L jak laba”. Zainspirowani serialami młodzieżowymi lat 90. nowojorscy twórcy składają nim hołd czasom, w których dorastali. Między kolejnymi drzemkami i butelkami wina grupa studentów rozprawia o problemach Pierwszego Świata. O wojnie rasowej i Hiroszimie perorują nad lodami, rozłożeni na trawie marzą o świecie, w którym psy tworzą cywilizację techniczną. Z serii luźno ze sobą powiązanych epizodów – raz komicznych, raz wywołujących konsternację – wyłania się pochwała lenistwa oraz przekorny portret pokolenia X. „L jak laba” łączy w sobie spontaniczność home movies i abstrakcyjny humor, imponując jednocześnie świadomością stylu. Ale jestem odprężony – co rusz powtarzają bohaterowie, a ich nastrój – po trwającym dziesięć dni filmowym maratonie – o dziwo udzielił się widzom. [Mariusz Mikliński]

Dodaj komentarz

-->