Giuseppe robi film / Giuseppe Makes a Movie
reż. Adam Rifkin
USA 2013
Ojciec Giuseppe grał siódmy tamburyn w koncertowym składzie Bee Gees. Jego syn za małolata grał trzecie plany w „Dniu niepodległości”, „Więźniu nienawiści” czy „Miasteczku Pleasentville”. Ich kumple natomiast grają w kasynach lub igrają z losem dopijając kolejne galony piwa. Wszyscy razem kręcą NISKObudżetowe filmy – rodzinny tandem odpowiada za produkcję i realizację, natomiast (nie)wesoła gromadka ich straceńczych znajomych robi za obsadę. Co mogło okazać się mniej lub bardziej śmieszną historyjką bandy degeneratów odstawiających „Jackass”, okazuje się być jednak cholernie śmieszną, wrażliwą i zwyczajnie ludzką powiastką o potrzebie wspólnoty, akceptacji i… twórczości. Ową abstrakcyjnie wulgarną twórczość można sprawdzić na stronie giuseppeandrews.net, jej autorów nie da się jednak wyobrazić bez pomocy tego dokumentu. Warto ich poznać zanim się wykończą, bo nawet jeśli po pijaku srają pod siebie, robią za „śpiących policjantów” i – dla dobra filmu – wciągają mąkę na kreski, są obderzeni poczuciem humoru, specyficznym urokiem osobistym i twardą dupą pomagająca im przetrwać kolejne życiowe upadki. Dopóki kręcą kolejny film, gra gitara. [Filip Kalinowski]
