O taką Polskę

Bez strzechy, schabowego i narzuty z owczarka podhalańskiego. Bar #Polonez, który niedawno otworzył się na gentryfikującej się w ekspresowym tempie Poznańskiej, ma być prototypem polskiego baru. Czymś pomiędzy obskurnym #bistro z zakąską, barokową Magdą Gessler i peerelowskim barem mlecznym. Sto procent Polaka w Polaku. I to w jego najlepszej wersji. – Zależało nam, żeby ta polskość pojawiła się u nas w nowoczesnym wydaniu. Bez taniej wódki z nóżkami, ale z klasą – mówi Michał, współwłaściciel baru. W menu znajdziemy więc potrawy z pierwszych stron gazet: topinambur, jarmuż i ser koryciński. Wszystko wbrew pozorom bardzo polskie. – Mało kto wie, że topinambur był dawniej bardziej popularny od ziemniaka i często używany w polskiej kuchni. Teraz znowu wrócił, tylko w bardziej ekskluzywnym wydaniu. Nie interesuje nas tania przaśność, tylko nowa polskość – tłumaczy Michał.

polonez 1

#Kuchnia nie jest jednak w Polonezie najważniejsza. Do wyboru mamy zaledwie kilka drobnych przekąsek, które podgrzewane są na miejscu. Bar zdecydowanie wódką stoi. I to nie byle jaką. – W swojej ofercie mamy chociażby Kurnwice, która specjalnie przyjeżdża do nas ze Szczyrku, Jarzębiaka, Gorzką orzechową czy Piołunówkę z Bielska i nalewki od Kozuby – wylicza #Piotrek, współwłaściciel. Rzeczywiście oferta procentowa jest bardzo szeroka. Można się upić samymi nazwami: tatarczówka, warzonka, litworówka albo cenami, bo za wódkę można tu zapłacić nawet 19 złotych. – Te z najwyższej półki rzeczywiście nie są tanimi alkoholami, sam pewnie bym się jeszcze jakiś czas temu skrzywił, gdybym zobaczył taką cenę na menu – tłumaczy Piotrek. – Jestem jednak bardzo pozytywnie zaskoczony tym, że nasi klienci rozumieją fakt, że za ten najlepszy #alkohol trzeba zapłacić nieco więcej, tym bardziej, że dajemy wybór: od wódki za 8 zł, po tańsze nalewki i wódki regionalne za 10-11 zł (dużo lepsze jakościowo niż te, które możemy dostać w standardowym spożywczaku), aż po te za 18 zł -dodaje.

Wysmakowane są nie tylko alkohole, ale też wnętrze, które dobrze opisuje popularny polski song „wszyscy #Polacy to jedna rodzina”. Eklektyzm to ładniejsze nazwa na to, co zastaniecie w Polonezie. W barze mamy więc trochę romantyzmu z Mickiewiczem i porożem na ścianie, trochę PRLu pachnącego paprotką i tapetę w kwiatowe ornamenty, trochę najtisów wśród szkolnych krzeseł i gdzieś zagubiony w tym, modny dziś minimalizm. Konwencja to coś, na co stawiają właściciele. – Naszą misją nie jest krzewienie kultury, bo etap klubokawiarni mam już za sobą, ale odmulenie Polski, poprzez podkreślenie tego co dobre i pogodną akceptację, tego co czasem kontrowersyjne, śmieszne, stereotypowe – tłumaczy Michał. – #Bary z przegiętą konwencją szybko się nudzą. Ile można jeść po ciemku albo pić z probówki? My postawiliśmy na złoty środek i tym chcieliśmy się wyróżnić – dodaje. #Bar to faktycznie dość nowa rzecz na Poznańskiej. Lokale, które tu powstają zwykle starają się pozyskać klienta przez żołądek do serca. Polonez jest inny. – Trochę nie mieliśmy wyboru, bo lokal jest mały, ale wierzymy w to, że bez zaawansowanej kuchni wszystko zepnie się finansowo- mówi mi Piotrek. Bo nie oszukujmy się, o biznes też tu chodzi.

Polonez (1 of 1)

Chłopcy znają się z SGH a Poloneza założyli z braku wrażeń. #Bar to dla nich przygoda albo raczej wyprawa w nieznane, bo zabawa w gastronomię to prawdziwa orka. Z założenia #Polonez ma być modelowym barem, który z wypiekami będzie pokazywało się obcokrajowcom. Mi jednak odpowiada on w wersji „tuż za rogiem”. Wpaść na wódkę, pogadać przy barze, skleić piątkę z barmanem i zrobić siusiu. Nie zapominać o tym ostatnim, bo w toalecie czeka nas mała niespodzianka, która sprawi, że kolejną banię zamawia się z uśmiechem na ustach. „Z autobusem Arabów”, „miałem dziesięć lat” i „przetańczyć z tobą chcę”. #Polska ze wszystkimi swoimi sekretami i kompleksami. Na zdrowie!

Dodaj komentarz

-->