Siouxie 10

Gdynia

I z prochu powstała Siouxie 10, czyli dziesiąte wcielenie kultowej Madame Siouxie. Klub wystartował przy sopockiej plaży w oparach tytoniowego dymu, w oprawie lepkich od piwa stołów, dusznej atmosfery i w asyście lekko szemranego towarzystwa, które chowało się po kątach w blasku świec i czerwonych lampek. Było pięknie i punkowo-wywrotowo. Kilka lat później i po licznych perturbacjach scenograficzno-lokalowo-profilowych, po dziewięciu odsłonach Siouxie – a to orientalnej, bistrowej z dobrymi sałatkami, minimalistycznej dla fanów techno, czerwono-rozbuchanej (w miejscu obecnej Papryki) – nadszedł czas na arabeski, róż i bounce oraz przeprowadzkę do Gdyni. W unikalnym miejscu, gdzie wystawiano prace swojskiego Krosna, powstał klub-gigant, przypominający skrzyżowanie fantazji kampowego architekta, wdzięcznie pudrującej się klubowiczki i miłośnika przepychu. Wszystko jest tu poprawnie skomponowane – ładnie oświetlone bary, stoliczki, wygodne kanapy, loże do świntuszenia, orientalny kącik sheeshowy, frędzle, złote ramy, lustra, kręcone, szerokie schody z poduchami. Jednym słowem raj dla maniaków tanów, polegiwań, mlaskania, spijania drinków i pięknego marnotrawienia czasu w kiczowatym wnętrzu. Muzycznie bez olśnień i rewelacji. Czołówka didżejów hula gdzie indziej, ale klub już ma grono wiernych nakręcaczy i fanów, którzy w ciemno walą na pokaz tańca brzucha. Jest i karta dań, kuchnia mieszana, dobry wybór alkoholi, a amatorzy wyskokowych owoców mogą possać arbuzowe kulki nurzane w likworach i sokach – to specjalność zakładu. Jeśli lubisz spotkania nie z tej ziemi lub lekko ponad ziemią, w oparach różowego purnonsensu, w szklanej kapsule, na szerokich schodach, gdzieś obok furkoczącej stoczni, to śmiało ruszaj do Siouxie 10. Trafisz w sam środek upudrowanego różem i fioletem, arabeskowo-świetlistego mikrokosmosu.

Dodaj komentarz

-->