SensNonsensu

Warszawa

tekst: Ewa Pasek
foto: materiały prasowe

Okolice ulic 11 Listopada, Inżynierskiej i Wileńskiej pod koniec roku wzbogaciły się o kolejną knajpę. SensNonsensu hołdują klimatom starej Pragi, zatem nie usłyszymy tu żadnych laundżów, bossanovek, mocniejszych bitów czy radia. Możemy za to liczyć na melodie klezmerów, kapel warszawskich, czasem rosyjskich pieśni, a przy mniejszym ruchu – na muzykę z winyli. Warto też dokładnie przyjrzeć się sprzętom, uwagę zwracają przedwojenne kopyto szewskie, unikatowe lampy wykonane specjalnie na wystawę do Zachęty, stare walizy przywiezione z Ukrainy, a także bar zakupiony na Kole. Kompletowanie wystroju z mebli wyszperanych na targach staroci i wycyganionych od znajomych zajęło rok. Praski klimat króluje także w karcie. Obowiązkową pozycją jest meduza z lornetą, czyli nóżki w galarecie z dwiema pięćdziesiątkami wódki (16 zł) oraz kawa po prasku (czarna kawa, 20 g krupniku, cytrusy, goździki). Nie da się tu kupić Lecha, Tyskiego czy Żywca, za to za barem natrafimy na piwa ukraińskie, niepasteryzowane i te z małych browarów w (6-10 zł; bestsellerem jak dotąd jest miodowy Ciechan za 8 zł). Codziennie można też spróbować grzanego wina z malinami i cytrusami (8 zł) oraz nowych koktajli i drinków wymyślanych przez barmankę Roksanę. Na głodomorów czekają sałatki (12 zł), kanapki na gorąco (8 zł), ciasta i desery. Właściciele, którzy często tu wpadają, są otwarci na propozycje i pomysły gości. W myśl tej zasady w Sensie zorganizowano setne urodziny Claude’a Lévi-Straussa i urodzinowy koncert znajomego, a jeden z bywalców już niebawem raz w tygodniu będzie rozgrzewał pianino. W planach są cykliczne imprezy „To tu, to tam”, czyli slajdowiska z różnych stron świata. Hitem mogą również stać się pierwsze w Warszawie turnieje szachowe dla amatorów, planowane na każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Mile widziane są zwierzęta, można też przyjść z dzieckiem.

Dodaj komentarz

-->