tekst: Iza Bielecka – Gnaś foto: materiały prasowe
Knajpy bio przywodzą na myśl dość sztampowe skojarzenia. Zielony wystrój, ryżowe miseczki i dużo ekopozytywnych haseł. Do tego bez wątpienia zdrowe, choć nieco mdłe posiłki. A przecież od dziecka wiemy, że najlepsze w życiu są rzeczy niezdrowe. Czym więc może zachwycać knajpa bio? Po prostu wszystkim! Od pomysłu, przez wystrój i obsługę, aż po wyjątkowa kuchnię. Dla Elżbiety i Jerzego Bielskich, właścicieli Porty 13, ten numer na pewno nie okaże się pechowy. Radosne zaskoczenie wywołują już eleganckie meble ogrodowe, które zapraszają amatorów świeżego powietrza na ucztę przed restauracją. Głęboki oddech wziąć należy dopiero po wejściu do środka. Przygotujcie się na porcję minimalistycznego, stonowanego luksusu. Mrok rozjaśniają jasne, stylowe lampy, a ich światło odbija się w wykrochmalonych obrusach. Kamienne ściany ładnie korespondują z ustawionym pośrodku knajpy drewnianym barem z designerskimi półkami na alkohol. Wystrój, choć zaplanowany w najmniejszym szczególe, nie przytłacza, a zaprasza. W menu wyraźnie zaznaczono dania przygotowane z certyfikowanych produktów. Żywność pochodzącą z ekologicznych farm i upraw (np. spaghetti ziołowe za 28 zł) opatrzono zielonym logo. Choć ceny nie należą do niskich, szef kuchni Jacek Szczepański proponuje potrawy, których próżno szukać w innych polskich restauracjach. Wielbicielom mięsa na słodko polecam kaczkę pieczoną w śliwkach i miodzie, podawaną z jabłkami. Poszukiwacze przygód zasmakują natomiast w ślimakach czy fricasse z homara (55 zł). Jeśli wolicie trzymać się z daleka od egzotyki, czekają na was pyszne sałatki (27-45 zł), oscypek z żurawiną (21 zł) albo pasztet domowy w cieście francuskim z figami (25 zł). Oczekiwanie na posiłek umili oglądanie zdobiących ściany zdjęć Marcina Wolańskiego. Panie muszą jednak uważać, by nieskazitelna figura Agnieszki Maciąg, bohaterki fotografii, nie odebrała im apetytu.
