Co prawda budynek Teatru Żydowskiego na placu Grzybowskim nie należy do najładniejszych, ale w końcu naprawdę liczy się to, co w środku. A tam od dwóch miesięcy działa sympatyczna kawiarnia. Wcześniej istniało tu kilka innych knajp, ale zawsze kończyło się niepowodzeniem. Mamy nadzieję, że teraz będzie inaczej. Lokalizacja zobowiązuje, ale żydowskie inspiracje zredukowane zostały do nazwy – Mamele – i wystroju wnętrza, który nawiązuje do najlepszych wzorców tradycji kawiarnianej krakowskiego Kazimierza. Znajdziemy tu więc stare meble, wygodne fotele, robione na szydełku obrusy, maszyny do szycia Singera i świecznik chanukowy. Domowo i przytulnie. Menu jest dość skromne i takie na razie pozostanie. Za dnia można tu wpaść na kawę (6 zł), wegetariańskie i mięsne tarty albo ciasta domowej roboty (8 zł). Najciekawsze rzeczy dzieją się w Mamele wieczorem. We wtorki w lokalu rządzą wielbiciele celuloidu – co tydzień organizowane są darmowe wieczory filmowe. Projekcje układają się w miesięczne cykle, poświęcone np. osobie danego reżysera. Po panoramie filmów Woody’ego Allena nadszedł czas na kino skandynawskie oraz azjatyckie. W planach są też spotkania z agentem Jamesem Bondem i jego wiernymi asystentkami. Niebawem seanse uzupełnione zostaną krótkim wykładem znawcy poruszanej tematyki. Śledźcie program kulturalny Mamele, bo już niedługo pojawią się tu wernisaże i koncerty. Do dobrych wiadomości należy ta, że za wstęp raczej nie zapłacimy wiele (albo wcale), a zapraszane zespoły reprezentować będą sceny ska i reggae’ową, rzadziej rockową. Poza tym na placu już działa punkt wymiany książek, oparty na prostym pomyśle: zostawiamy książkę, którą już nie jesteśmy zainteresowani, a do domu zabieramy kolejną, pozostawianą wcześniej przez innego bywalca. Przyjemne z pożytecznym i ekologicznym.
Klubokawiarnia Mamele
Warszawa
