Klubokawiarna Kolonia

Warszawa

Tekst: Mladen Petrov

Foto: materiały promocyjne

„Zawsze o tym marzyły – stworzyć fajne miejsce z klimatem. Podobno na co dzień pracują w reklamie. Pół roku szukały lokalizacji!” – podsłuchuję starszą panią, która w sobotnie popołudnie przedstawia historię właścicielek Kolonii. To sympatyczne miejsce działa sezonowo, od początku wiosny do jesieni, w sercu warszawskich Filtrów. Niesłusznie uważa się tę okolicę za królestwo emerytów. Cały przekrój filtrowej społeczności spotkacie właśnie w Kolonii. Rozmowę sąsiadek udaję mi się usłyszeć pomimo niesamowitego hałasu, generowanego w tym cichym zakątku (róg ulicy Łęczyckiej i Władysława z Gielniowa) przez gromadę dzieciaków. Kolonia bowiem jest wyjątkowo kids-friendly, ale rodzice i ich znajomi bez pociech nie powinni się nudzić. W przypominającym fińską chatkę drewnianym domku można posiedzieć przy dobrej muzyce, posurfować po necie, przejrzeć prasę albo po prostu zjeść i wypić. Menu nie jest pokaźne, ale wystarczy, jeśli nie jesteście nastawieni na obiad z trzech dań. Lokal obiecuje klientom dobrą kawę oraz lekkie lunche, czyli tarty, quiche, pierogi, sałatki i kanapki (przekrój cenowy: 10-25 zł) Mamy też newsa dla szukających okazji – danie i zupę dnia dostaniecie już za 25 zł. W dniu moich odwiedzin serwowano smakowicie wyglądającą zupę z łososiem, która powstała, tak jak reszta propozycji kulinarnych, w zaciszu domowej kuchni. Na użytek tej recenzji wybrałem jednak shake’a truskawkowego (7 zł), który okazał się nie najlepszy. Następnego dnia dałem mu drugą szansę i niestety zawiodłem się jeszcze bardziej. Wybieram się za to do Kolonii na „Ciekawe piątki” – cykliczne spotkania z wybitnymi ludźmi. Może w ten sposób przynajmniej zaspokoję potrzeby intelektualne.

Dodaj komentarz

-->