Jazz Point – Złote Tarasy (poziom -1)

Warszawa

Zima nie należy do ulubionych pór roku recenzentów kulinarnych. Mimo to można się miło zaskoczyć nawet w styczniowy wieczór. Pierwsza niespodzianka – w Złotej Teresie otwarto nową miejscówkę. Niespodzianka druga – to miła jazzowa restauracja. Niespodzianka trzecia, również przyjemna – w eleganckich wnętrzach przy muzyce dla koneserów podawane jest sushi i inne smakołyki azjatyckie, o co dba Kim Jae Hak, będący także szefem kuchni restauracji Akashia. Jazz Point powstał w lokalu opuszczonym przez Jazzarium Akwarium (nie ma szczęścia pan Adamiak!) i zamierza pielęgnować dobre tradycje jazzowe. W piątki i soboty traficie tu na młodych wykonawców jazzowych, ale, jak pokazała nasza poniedziałkowa wizyta, w pozostałe dni tygodnia w Jazz Point również można poczuć nieźle. – Urzekła mnie spokojna zimowa atmosfera. W środku elegancko, bez zbędnych dodatków – zaczęła nasza spóźniona foto. Miła obsługa sprawiła, że jeszcze zanim na stół trafiły zupy – rybna z pomidorami i makaronem (mo hin ga – 15 zł) oraz wantang z pierogami i warzywami (8 zł) – już czuliśmy się dobrze. Nieco tłuste dania świetnie nadawały się na ten zimny dzień. Z obszernego menu z sushi wybraliśmy sake tempura maki z łososiem i tuńczykiem (35 zł za 8 sztuk). Ja – względny nowicjusz w krainie japońskiej kuchni – byłem bardzo zadowolony z tej decyzji. Magda doceniła za to sekcję gorących dań „Specjalności kuchni” (30-59 zł), z której wybrała yaki niku (marynowaną wołowinę smażoną z warzywami) oraz tuńczyka w sosie teriyaki. Gdzieś między daniem głównym a deserem (owoce liczi podane w kieliszku – brawo za pomysł) na telebimie w Jazz Point pojawiła się Norah Jones, ładnie przywitała i zaczęła śpiewać. Kompletnie zapomnieliśmy, że jesteśmy w Złotych Tarasach, a nawet i w Warszawie. Fajnie.

tekst: Mladen Petrov
foto: Magda Braniewska

Dodaj komentarz

-->