Nikogo już nie dziwi, że bar, do którego od lat spokojnie sobie chodziłeś, nagle – ni z tego, ni z owego – przestaje istnieć. Albo okazuje się, że jest już zupełnie innym lokalem z innym właścicielem. W kosmopolitycznym Krakowie zdarzyć się to może nawet kilka razy w miesiącu. Pewnie pamiętacie pub Czasem Trzeba przy ul. Mikołajskiej 14, tuż obok Greenwaya. Muszę was poinformować, że ten grunge’ujący, rockowy pub już nie istnieje. Na jego miejscu pojawił się Ice Hell, w którym królują house’owe brzmienia. W drzwiach wita nas teraz gigantyczny bramkarz. Najwyraźniej właściciele oczekują innej klienteli, niż ta, która czasem wpadała do Czasem Trzeba. Staje się to jeszcze bardziej jasne, gdy zanurzycie się w piwniczne wnętrze Ice Hell. Okolice baru zaprojektowane są gustownie, wyraźnie dominują tu czerwony i niebieski. W środku znajdziemy też kanapy z białej skóry i szklane stoliki podświetlone na niebiesko, a wisząca na ścianie plazmówka wyświetla najnowsze teledyski. W drugiej, dancefloorowej sali didżej serwuje house’ową muzykę. Najdziwniejszym elementem wystroju jest niewątpliwie przyklejona do sufitu i innych miejsc błyszcząca folia aluminiowa. Byłoby to może ciekawe rozwiązanie, gdyby nie to, że nie wszystkie cegły starodawnego sklepienia są tą folią pokryte. Powróćmy jednak do samego baru. Wybór koktajli i drinków robi duże wrażenie. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na dwa firmowe specjały – ICE (absolut, bols blue, sok granatowy, grenadyna) oraz HELL (pieprzówka Nemiroffa, campari, sok grejpfrutowy). Niestety Ice Hell, oprócz ładnego logo, nie oferuje nic, czego by jeszcze na krakowskiej scenie nie było. Mamy już przecież Ministerstwo, Midgard czy Boogie (i to niedaleko), zatem należałoby o klienta walczyć w sposób bardziej oryginalny. Z ostateczną oceną mimo wszystko poczekamy i zobaczymy, co w Ice Hell będzie się działo. Zaciśnijmy kciuki, w końcu nie chcemy, by piekło zamarzło.
[Thymn Chase]Ice Hell
Kraków
