Zielona rewolucja
GreenWaya znają wszyscy wegetarianie w Polsce. Do tej pory jedynie wrocławianie pozbawieni byli możliwości korzystania z dobrodziejstw sieci, ale wreszcie zielona linia pojawiła się i u nas. W miejscu, gdzie mieściła się Havana, której ściany zdobiły wizerunki Che (czyżby zmierzch rewolucji?), powstał bar dla jaroszy. Studenci dostali w końcu względnie zdrowy fast food – jedzenie serwowane jest niemal automatycznie, ceny nie są wygórowane (za 10 zł zjesz pokaźny posiłek), chociaż odniosłem wrażenie, że nie wszystko, co zdrowo wygląda, takie jest w istocie (sporo oleju, odgrzewane potrawy). Zawsze to lepsze niż tost lub zapiekanka z budki. Najsmaczniejsze pozycje z menu znikają bardzo szybko (quiche warzywne, pierogi, samosy, naleśniki i falafele), dlatego pod koniec dnia klient staje przed wyborem – zjeść to samo co wczoraj, czy nie jeść w ogóle? GreenWay jest świetny na początku, ale z biegiem czasu, im częściej się tu stołujesz, tym bardziej poszczególne potrawy zaczynają smakować podobnie. Tak czy siak, powoli doganiamy inne miasta pod względem miejscówek dla wegetarian. Tak trzymać.
Green Way
Wrocław
