Estadio

Poznań

Estadio po hiszpańsku znaczy stadion. Właściciel lokalu, pasjonat piłki nożnej, zawsze szukał w Poznaniu miejsca, gdzie można obejrzeć mecz w komfortowych warunkach. Nie znalazł, więc sam takie stworzył. Wnętrze zaprojektowano tak, by umożliwić fanom sportu oglądanie ulubionych rozgrywek bez konieczności nadwerężania karku – liczne telewizory widać z każdego miejsca klubu. W menu znalazły się ulubione pozycje kibiców: shoty w kolorach flag, oczywiście Polski, ale i Ukrainy, Portugalii czy Hiszpanii. Jeśli chcecie jednak wybrać się tu na mecz Kolejorza, zarezerwujcie wcześniej miejsce – kiedy gra Lech Poznań, Estadio zapełnione jest po brzegi. Ale nie tylko sportem człowiek żyje i czasami trzeba trochę poszaleć. W Estadio befory i afery odbywają się w czwartki (hip hop i r’n’b) i w soboty (house, klub działa całą noc, aż do niedzieli do 11.30). Nowa miejscówka to także restauracja, a specjalnością zakładu są toskańska pomidorowa, tortilla z łososiem i polędwiczki wieprzowe (w sosie borowikowym albo zapiekane z serem pleśniowym). Natomiast w poniedziałki studenci ASP mają możliwość prezentowania swoich prac na telewizorach i projektorze. Od lutego startują coraz popularniejsze w naszym mieście imprezy erasmusowe. W pierwszych miesiącach działalności klub zastosował politykę zaporową: zarówno ceny, jak i wystrój, miały przekonać klientelę, że Estadio niewiele ma wspólnego ze znajdującym się poprzednio w tym miejscu Hollywoodem. Udało się, więc niedawno nastąpiła uroczysta obniżka cen. A wystrój? Ceglane ściany rozjaśnione od czasu do czasu białymi wstawkami, w większości czarne skórzane sofy-ławy i czarne błyszczące stoliki. Lokal jest dwupoziomowy, na antresolę prowadzą metalowe, kręcone schody, z których podobno nikt jeszcze nie zleciał. Na górze jest nieco przytulniej – niewielkie czarne stoliki i strefa grupowa (dla VIP-ów?). To coś w rodzaju zakamarka umeblowanego krwiście czerwonymi sofami i czarnymi stolikami. Osobliwości zakładu? Na razie odkryliśmy dwie. Pierwsza to taka, że płaci się tu nie u kelnera, a przy wyjściu (owa „kasa” w czasie imprez zamienia się w didżejkę). A druga to… największy w Poznaniu sufit wykonany z czarnej błyszczącej folii. Robi wrażenie!

Dodaj komentarz

-->