Café Vincent ? Boulangerie ? Patisserie

Warszawa

Szczęśliwi ci, którzy na trasie do pracy mają dobrą piekarnię. Ja niestety nie mam, ale ostatnio zataczam łuk, żeby wyposażyć się w świeże croissanty w Vincencie. Miejsce – choć w sercu Nowego Światu – jest niepozorne. Łatwo je przeoczyć, bo ma tylko jedno wąskie okno i ginie pośród zapchanych gośćmi restauracji. Oczywiście w tym tkwi cały jego urok. Miło jest schować się w ciepłej i kameralnej kawiarnio-piekarni. Już na wejściu uderza słodki i kuszący, a jednocześnie lekko duszny zapach bagietek. Miejsce ma urok małych francuskich piekarenek, z tą tylko różnicą, że po podłodze nie walają się papierki, a z zaplecza nie dobiega donośne pokrzykiwanie. Po zakupie dużej kanapki (13 zł), bułki z serem czy czekoladowej brioszki można udać się na przytulną antresolę. Zainscenizowano tam nawet nocną panoramę Paryża. Wieczorami, upojona nastrojową muzyką rodem z „Amelii”, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przez wąski pasek w ścianie naprawdę spoglądam na dachy tego miasta. Kafejka jest niewątpliwie magiczna. Do tego stopnia, że polskojęzyczne dyskusje wydają się tu niemal nie na miejscu. W ciepłe dni stoliki czekają też na zewnątrz. Oczywiście na wzór stolicy Francji wszystkie krzesła ustawione są przodem do ulicy. Można przynieść sobie macchiato  czy wypasione czekoladowe latte i wygrzewać się na słońcu z gazetą. Dobra kawa to jednak jedyne, co łączy #CafeVincent z konkurencyjnymi sieciówkami. Za ciasną ladą suto zastawioną wypiekami atmosfera jest spokojna i rodzinna. Kiedy pewnego razu wieczorem zażyczyłam sobie kolejną brioszkę z malinami, miałam wrażenie, że postawiłam na nogi cała kawiarnię. Skończyły się! Zamiast rzucić opryskliwe „nie ma”, przemiłe panie w brązowych fartuszkach zaczęły krzątać się nerwowo, próbując zrekompensować mi to niedopatrzenie. Zabiegani wcale nie muszą zatrzymywać się tu na dłużej, bo miejsce funkcjonuje również po prostu jako piekarnia. Gorące piece oferują babkę lub nietanią, ale nieomal francuską bagietkę. #CafeVincent nie przeżył jeszcze swojej pierwszej zimy, a na ten czas wróżę mu najwięcej sukcesów. Kiedy u nas znów zacznie wiać i siąpić, nikt nie będzie umiał oprzeć się tej ciepłej, francuskiej oazie.

tekst i foto: Iza Bielecka-Gnaś

Dodaj komentarz

-->