Mamy dwie dobre wiadomości dla czytelników ze Starej Ochoty. Po pierwsze, embargo na opisywanie knajp w tej dzielnicy zostało oficjalnie zdjęte (wcześniej posądzano mnie niesłusznie o nepotyzm), a do tego pojawiło się tu kolejne miejsce, które warto zrecenzować. Na placu Narutowicza, w miejscu starej cukierni, otworzono #CafeCaracas. Nasz dziennikarski obowiązek sprawił, że w niedzielę o nieprzyzwoicie rannej porze ekipa „ochotniczych” aktivistów stawiła się w lokalu, aby ustalić fakty. Dowiedzieliśmy się, że: w #CafeCaracas rzeczywiście pracuje kelner ze stolicy Wenezueli, który nie chciał ujawnić więcej informacji na swój temat; miejscówka kontynuuje 50-letnią tradycję kawiarni o identycznej nazwie, mieszczącej się do lat 70. przy ul. Słupeckiej 4; nie można palić i nawet dla tak szanownego grona nie zrobiono wyjątku; w menu natrafiliśmy na kawę, shaki i ciasta w przystępnych cenach (ok. 10 zł). Wpływy wenezuelskie zapewne kończą się na nazwie i zatrudnieniu uprzejmego kelnera. Stare meble tworzą bowiem atmosferę jak najbardziej polsko-babcino-krakowską. Wystrój nie powala, ale wcale nie zniechęca – zależy też, o kim mowa, bo wychodzący z kościoła eleganccy staruszkowie wydawali się nim wręcz zachęceni. Zaletą tego miejsca niewątpliwie jest przestrzeń – wartość prawdziwie deficytowa wśród tutejszych lokali. – Tu naprawdę zaczyna się dziać. Kto wie, jeśli powstaną jeszcze ze 2-3 fajne miejsca, być może będziemy mieć alternatywę dla placu Zbawiciela – wróżyła z fusów swojej kawy naczelna, kolejna znana mieszkanka dzielnicy. Dalszych jej wynurzeń już nie słuchałem, gdyż moją uwagę przykuł dobiegający z okolic toalety odgłos dzwonka. O co chodzi? Okazało się, że należy nacisnąć przycisk, żeby z niej skorzystać. Po naciśnięciu przez osobę za barem kolejnego guziczek, drzwi do toalety magicznie się otwierają, a zamontowana przy nich lampka zaczyna się świecić. Zabawne, choć pewnie dla niektórych krępujące. I ponieważ lubię sobie pomarudzić, muszę jeszcze wyznać, że okropny niebieski sufit ma się nijak do skądinąd przytulnych wnętrz. Do tego, nawet zajęty rozmową, nie mogłem opędzić się od muzyki, która leciała z Zetki czy innego radiowego potwora. – Ale bez przesady – głośno podsumował, zapewne inny temat, siedzący obok pan. Podsumowując – wpadajcie, nie jest źle, a będzie jeszcze lepiej. #Ochota ma ochotę na więcej.
Cafe Caracas
Warszawa
