Czy o bawolim oku wszyscy czytelnicy Akti słyszeli? Pewnie tak, ale z obowiązku dziennikarskiego przypomnę tylko, że to takie delikatne piórko, które można dostać w każdym sex shopie. Tymczasem na łódzki rynek wkroczyło właśnie #ByczeOko. Lokal przy ul. Wólczańskiej jest typowym pubem. Mój serdeczny przyjaciel stwierdził, że laski na randkę by tu nie zabrał, ale z kumplami na browara chętnie wpadnie. Wystrój nie nastraja optymistycznie, przygotujcie się na gołe ściany i przygnębiające światło. Przestrzeni dużo, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że #ByczeOko stanie się czołową łódzką dyskoteką. Pod jednym względem klub zdecydowanie się wyróżnia – jako mekka wielbicieli dartów. To tu znajduje się bowiem największa w naszym mieście liczba maszyn (sztuk osiem) do gry w rzutki. Ogromna przestrzeń umożliwia nieskrępowaną zabawę. Nie trzeba się obawiać, że rzucona przez nas lotka wbije się komuś w czoło lub zniszczy czyjąś godzinami modelowaną fryzurę. Co jakiś czas w lokalu odbywają się mistrzostwa szczebla wojewódzkiego, w których każdy może zgarnąć całkiem fajną kasę. Nie o wygraną jednak chodzi. Najważniejsze przecież jest to, żeby przy piwie spotkać się ze znajomymi i kultywować zdrowy tryb życia. Sport to zdrowie. #Łódź rzuca.
[Kamil Szwarbuła]Bycze Oko
Łódź
