Jako reprezentanci poczytnego pisma skupiającego osoby, które lubią dobrze zjeść, myślimy o Rosji w kontekście kulinariów, pozostających niestety cały czas w cieniu jej klasycznych produktów eksportowych (mróz, oligarchia, Miedwiediew). Jeszcze parę miesięcy temu ekipa Brzuchomówców pojawiła się w Babooshce z zamiarem skrytykowania maluteńkiej knajpy przy ul. Oboźnej. W ostatecznym rozrachunku skończyło się na tym, że wyszli z bistro najedzeni i raczej zadowoleni (ale umówmy się – oni nigdy nie są zupełnie zadowoleni). W marcu nadszedł czas na drugą próbę. Pewnego leniwego niedzielnego popołudnia w #Babooshce zjawiłem się ja. Lokal i tym razem zdał egzamin, choć rzeczywiście nie na piątkę, choćby dlatego, że koleżance wegetariance zabrakło wyboru dań bez mięsa. Zanim jednak zaczęła narzekać, na stole wylądowały smaczne bliny gryczane ze śmietaną (dwie sztuki za 8 zł) i draniki białoruskie (placki ziemniaczane ze śmietaną, robiące zawrotną karierę na Białorusi – również dwa za 8 zł). Lista dań dla mięsożerców jest znacznie bogatsza i, sądząc po zadowolonej minie pana obok, roztłuczona karkóweczka w panierce (16,90 zł) smakowała całkiem dobrze. Aby nie urazić uczuć przyjaciółki, wybrałem jednak rybę z warzywami i ziemniakami (także 16,90 zł) – jedna z bardziej udanych inwestycji tego tygodnia. W #Babooshce było miło, co jest również zasługą swojskiego klimatu knajpy. Słowa uznania należą się też kucharkom, które podawały dania z wypiekami na twarzy i w trybie ekspresowym. Wiemy na pewno, że nie sięgały po półfabrykaty, gdyż wszystko powstawało na naszych oczach. Pożegnaliśmy się więc bardzo ciepło, ale ostrzegamy – jeszcze tu wrócimy, więc trzymajcie poziom!
Bistro Babooshka
Warszawa
