Horse Fashion, czyli kolektyw, który straszy gustem

Tłum modnych ludzi, bujających się w rytm i podśpiewujących #Rihannę. DJ-e niczym wodzireje w koronach #BurgerKinga pijący kolorowe napoje gazowane. Ktoś zgubił obcas, ktoś krzyczy „stary, dawaj Michela!”. Nie, to nie wesele. To był scenariusz jednej z bardziej hipsterskich imprez w stolicy. Był, bo w ten weekend kolektyw #HorseFashion pakuje swoje manatki i gra już ostatni raz.

Trochę hardkor, trochę Beyonce

-Wszystko zaczęło się od żartu – mówi jeden z założycieli #HF, warszawsko-bydgoskiego kolektywu, którzy znudzeni stołeczną sceną klubową postanowili bliżej zaprzyjaźnić się z popem. –To był żart, jest żart i chcę, żeby właśnie tak to było postrzegane. Po prostu lubiłem puszczać empetrójki na imprezach.  Nie ma w tym jakiegoś niesamowitego planu czy pomysłu – tłumaczy chłopak z kolektywu.

Z braku planu i pomysłu jednak zrodziło się parę głośnych imprez. Jak sami chłopcy opowiadają, początki #HF sięgają głębokich lat 90. – Nie było łatwo. Żeby kupić sobie pierwsze płyty 2paca, całe lato zbieraliśmy puszki pod Okęciem. Trochę hardkor, zwłaszcza że #djSzmata nie miał lekko w domu. Starzy w więzieniu, trójka rodzeństwa na utrzymaniu. I w tym wszystkim my, #deskorolki, grill i pierwsze zagrane #imprezy pod 81’ką na Puszczyka – opowiadają.

Sukces przyszedł szybko, jeśli można go liczyć miarą tłumu młodych modnych pięknych ludzi roztańczonych na parkiecie. Podobno szaleństwa lepsze niż na dyskotekach szkolnych w gimnazjum. Jak? -Recepta jest prosta. Lata ciężkiej pracy. – śmieją się chłopaki -Godziny spędzone przy gramofonach, rozwalone nadgarstki od transformera, opuchnięte palce od gripa. No i #Beyonce. To wszystko procentuje. Dopiero dziś zbieramy plony – tłumaczą.

Zbierają, a właściwie już zebrali, bo w sobotę ostatnia impreza #kolektywu – #DeathOfHorseFashion, która odbędzie się w Kulturalnej. Na ostatnie #tańce wybierają się znajomi, przyjaciele i wierni fani. -Podoba mi się, bo cenię sobie ich luźne podejście to didżejowania. Wszyscy dobrze wiedzą, że nie potrzebne są ogromne umiejętności, żeby grać w klubach, oni z tym nie walczą – wpadają, bawią ludzi i tyle – mówi Maciek, a inny fan mu wtóruje –Chodzę ze względu na dobór kawałków. Bawię się tańcząc i rozmawiając z przyjaciółmi.

Wstań, powiedz nie jestem sam

-Imprezy rozkręcane przez HF nie są kolejnymi electro potańcówkami, które stały się już mocno nudne i przewidywalne, chłopaki łączą naprawdę dobre kawałki, które ciężko usłyszeć gdzieś indziej. Sprawiają, że wulgarny amerykański rap rusza ludźmi na parkiecie. Są niesztampowi, słychać, że bawią się różnymi gatunkami, miksując je czasami w dość zaskakujący sposób. Ale tak naprawdę wydaje mi się, że podzielam ich zamiłowanie do nieco wulgarnego kiczu i wprost kocham prześmiewcze podejście do formy ekspresji muzycznej jaką jest bycie DJ-em. – stwierdza Maria, która wybiera się w sobotę do #Kulturalnej. Nie wszystkich jednak kręcą obciachowe rytmy: – Uważam, że puszczają koszmarną muzykę i są średnimi DJ-ami. Przychodzę na ich imprezy, bo to jest teraz modne i są tam zawsze najlepsze laski w mieście – przyznaje Paweł. Otóż to. Nie każdy lubi się bawić przy muzyce puszczanej dla zgrywy.

-W takich imprezach chodzi o dowcip i badanie ludzkich reakcji. Puszcza się gównianą muzykę, potem jeszcze bardziej gównianą – ludzie tańczą i bawią się świetnie. Aż w końcu dochodzi do #IchTroje i nie wiemy już co robić, bo impreza rozkręca się na dobre – stwierdza Alek z kolektywu Małe Szczęścia, który oscyluje w podobnych klimatach –Trzeba tylko uważać, żeby nie przekroczyć magicznej granicy żenady – dodaje.

Coś w tym jest. Im więcej alkoholu, im późniejsza godzina, tym ludzie łatwiej wchłaniają proste rytmy. Przy hitach po prostu umiemy się bawić. Na co dzień staramy się to ukryć, ale kiedy puścimy wodze, mimowolnie zaczynamy tańczyć makarenę. I chyba nic w tym złego.

-Działają też sentymenty – dodaje Alek. – Skojarzenia, hity z młodości. Mimo wszystko trochę to jednak podnoszenie kultury niskiej – tłumaczy. Trudno nie przyznać mu racji. Ale żart w wykonaniu HF się skończył, wesele dobiegło końca. Chłopaki właśnie przechodzą na dj-ską emeryturę. -Nie mamy już fizycznie miejsca na hajs. Jeździmy nocami po mieście i rozrzucamy całe pliki po krzakach. Więc trochę to już nie ma sensu- tłumaczą. Poza tym chcemy wrócić do podziemia. Chcemy znowu poczuć jak to jest, jak dostajesz wpierdol na dzielni, bo puściłeś Milkshake i nie masz już żadnych dobrych numerów na play liście – mówią. I trzeba im wierzyć. Dziś wielkie pożegnanie. Felicita, Step by step i Thank you very much.

Po próbkę Horse „szrotu” wpadajcie do Kulturalnej. Start 23.

Dodaj komentarz

-->