#FranzFerdinand osiągnął pełnoletność. Czteroletni okres odpoczynku, jaki sobie i nam zafundowali muzycy, zaowocował powrotem do przebojowości i chwytliwych refrenów, których brak dało się odczuć na trochę zbyt mrocznym (jeśli tego określenia w ogóle można użyć w stosunku do wiecznie uśmiechniętych Kapranosa i spółki) #Tonight z 2009 r. Już pierwszy numer, #RightAction przynosi gitarowe zagrywki i ultramelodyjny refren, jakiego u Franza nie słyszeliśmy od dawna. Oczywiście nie oznacza to, że cały czas jest słodko. Świetne #LoveIllumination prowadzone jest pod dyktando gitarowego riffu kojarzącego się z dokonaniami Queens Of The Stone Age i mini solówkami w rodzaju tych, jakie 35 lat temu serwowali nam muzycy #ThinLizzy.
„Treason! Animals” z kolejnym kapitalnym riffem to z kolei wycieczka w stronę najbardziej przystępnej odmiany postpunka, z gdzieniegdzie przebijającymi się wpływami R.E.M (z college’owego okresu). Z kolei #StandOnTheHorizon, chyba najlepsza kompozycja na albumie, urzeka rewelacyjną wielogłosową partią a cappella. Wieńczący krążek „Goodbye Lovers & Friends” to już tylko (albo aż!) piękna kołysanka na pożegnanie. Dojrzał nam #FranzFerdinand. „Right Thoughts, Right Words, Right Action” po raz kolejny przenosi nas głównie w lata 80., ale robi to w dużo bardziej wysmakowany sposób, niż na przełomowym debiucie czy na „You Could Have It So Much Better”
