Dziewięć powodów, dla których trzeba być na OFF-ie

To, że na OFF-ie być trzeba, nie ulega wątpliwości. Zorganizowany przez Artura Rojka festiwal z roku na rok coraz bardziej zachwyca nas line-upem. Trudno było nam zamknąć się w dziewięciu punktach, bo powodów do wizyty w Katowicach jest 1250. Jeśli jednak potrzebujecie kopniaka, żeby ruszyć się z domu, to proszę. Powinno wystarczyć.

1.Slowdive
Na występ legendy alternatywnego grania liczyło pół hipster-Polski! Twórcy kultowej płyty „Souvlaki” byli wywoływani już kilka lat temu, gdy podczas plenerowego performensu fani puszczali ten krążek ze swoich komórek w jednym z festiwalowych namiotów. Tym razem się udało. Tylko czy nie będzie po tym koncercie takiej burzy jak po My Bloody Valentine?
2. Pogoda
Od dobrych kilku lat imprezę omijają większe nawałnice, a jeśli pada, to krócej, niż trwa koncert. Żeby było wesoło, w zeszłym roku z nieba lał się żar, a marzących o odrobinie wody ratowali niezawodni strażacy. Jeśli wasze pantofelki boją się jednak błota, to uratują je betonowe ścieżki.

3. Panowie w garniturach
Dla wielu osób może to zabrzmieć zabawnie, ale jednym z offowych plusów jest ochrona. Po połajance w zachodniej prasie OFF od kilku lat zmierza w stronę cywilizowanych standardów. Przed wejściem nie ma zabawy w obowiązkowe macanki i nie wpływa to na poziom bezpieczeństwa w środku. Jeśli ktoś lubi crowdsurfing, to panowie z ochrony mają anielską cierpliwość, którą sprawdziliśmy dwa lata temu podczas występu Iceage. Nikt nie dzwonił po policję.
4. Jesus and Mary Chain
Jeśli kiedykolwiek nosiliście ramoneskę, to nie musimy dodawać nic więcej. Mistrzowie rock’n’rolla, którzy mają najlepsze (poza The Cure) fryzury w branży, w końcu docierają nad Wisłę. Jak to bywa w przypadku takich występów, może być albo orgazmicznie, albo fatalnie. Szkoda, że tak mało grają kawałków z „Darklands”, ale z drugiej strony – jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

5. „Piąta scena”
Czyli pomijany we wszystkich relacjach, ale namiętnie odwiedzany barek zlokalizowany na prawo od wejścia na teren imprezy. Nie mówcie, że tam nie byliście, bo albo kłamiecie, albo po prostu nie pamiętacie. To tam dogorywają wszyscy po zakończeniu koncertów i zajadają się swojskimi kiełbaskami, a nie hipsterskimi wymysłami ze strefy gastro.

6. Nikiszowiec
Dzielnica Katowic, która słynie nie tylko z „wesołych” mieszkańców, ale też przepięknej architektury. Tam każdy zrozumie waszego kaca, ale też poprosi o dwójeczkę na piwko. Nie zmienia to faktu, że warto się tam wybrać, żeby na własne oczy zobaczyć osiedle, jakby żywcem wyjęte z gry komputerowej w stylu „Thief”.

7. Andrew WK
W końcu sprawdzicie, co to prawdziwe party hard! Wielbiciele MTV2 oraz deskorolek doskonale wiedzą, co wyprawia ten koleś, który bardzo lubi okładać się trampkiem po ryju. W tym roku nie ma Pissed Jeans, więc wyszaleć się trzeba przy Andrzejku opcjonalnie przy Perfect Pussy.

8. Dobre biforki
Bo my bardzo lubimy biforki, a w tym roku organizatorzy zadbali o prawdziwe bogactwo. Dzień przed startem imprezy w katowickich klubach i kościele zobaczycie m.in.: polskiego klasyka muzyki elektroakustycznej Eugeniusza Rudnika, rewelację tego sezonu Amen Dunes i amerykańskich psycho mistrzów z Dirty Beaches.
9. Zieleń
Katowice reklamują się jako miasto ogrodów, my żadnego porządnego do tej pory nie widzieliśmy, ale teren dookoła Trzech Stawów zachwyca. W słoneczne dni można poleżeć na trawie i pobawić się w awionetkowy planespotting, a wieczorami poza szumem w głowie i głośnikach warto czasem posłuchać drzew dookoła „Sceny Leśnej”.

Dodaj komentarz

-->