Prawdziwi ludzie zamiast wychudzonych modelek, miejskie kroje i miękkie materiały. #RiskMadeInWarsaw w ciągu zaledwie roku stało się prężnie działającą marką i wychowało całą bandę wiernych fanów. Twórczynie śmieją się, że to pokolenie „szarej bluzy z kapturem”
W showroomie, który w marcu otworzył swoje podwoje w starej kamienicy w centrum Warszawy, wszystko jest trochę na opak. Wygodny pokój z miękkimi do siedzenia został zaaranżowany… na suficie. – To dlatego, że dziewczyny są trochę szalone – tłumaczy twórca projektu wnętrza Piotr Płoski ze studia Smallna. I dodaje, że w Risky Shopie musi być trochę… risky. We wnętrzu uwagę zwraca też sięgający sufitu miękki słup z melanżowej tkaniny. To przymierzalnia. Fascynację szarą dresówką widać zresztą na każdym kroku – melanżowym materiałem pokryte są ściany przedpokoju, wielkie płachty szarej tkaniny zastępują drzwi, dresowe ciuchy wiszą na efektownych powyginanych rurkach, w szare miękkości opatuleni są także wszyscy pracownicy z Klarą i Antoniną, twórczyniami Riska, na czele. Dziewczyny na pomysł zrobienia marki ciuchów inspirującej się szarą bluzą z kapturem wpadły niecałe dwa lata temu. – Nigdy nie byłyśmy specjalnie sportowym typem, ale kiedy zrobiłyśmy rachunek sumienia, okazało się, że tym, co i my, i każdy z naszych znajomych ma w szafie, jest właśnie szara bluza z kapturem – tłumaczy Antonina. Zaczęły od kilkunastu bluz i marynarek. Potem do asortymentu dołączyły sukienki (hitem jest riskierka – melanżowa wersja szmizjerki i baldresówa – długa dresowa spódnica), ciuchy dla facetów, dzieci i psów, pokrowce na laptopy, pościel, a ostatnio linię żydowską. Okazało się, że szare ciuchy sprzedają się jak świeże bułeczki.
Chcesz więcej? Zajrzyj do kwietniowego numeru Aktivista.
